Blog psychologiczny

zadania domowe

zadania domowe: o co w tym wszystkim chodzi?

Dziś pani na zadanie domowe dała nam mnóstwo ale to mnóstwo zadań z arytmetyki ! Strasznie się martwię, że tatuś nie będzie miał czasu by je rozwiązać, już chciałem o tym powiedzieć na głos w klasie, ale w porę się opamiętałem. Nikt poza mną i tatusiem nie wie o naszej genialnej współpracy!”

Niedawno Natalia Tur na swoim blogu nishka.pl opublikowała post  „Twoje lekcje – twoja sprawa: nie odrabiam z dzieckiem lekcji”– i wywołała w rodzicielskiej blogosferze prawdziwą burzę. Tekst szybko został podłapany przez różne portale w sieci i przez internet przetoczyła się fala gorącej dyskusji. I z reguły, jak to u rodziców bywa, gdy chodzi o dobro ich dzieci, była to dyskusja pełna emocji, sprzecznych poglądów, wzajemnych przepychanek i częstych docinek. Obserwowana z boku szybko uwidoczniła podział na dwa skrajne obozy: tych, którzy podzielają zdanie Nishki i nie pomagają i tych, którzy pomagają. Niektórzy uplasowali się gdzieś pośrodku podkreślając, że nie pomagają, ale tylko dyskretnie nadzorują.  Każda grupa wytoczyła ciężkie działa. Zwolennicy nieodrabiania pisali, że jest to sposób na naukę odpowiedzialności, wyrabianiem w dziecku samodzielności. Przeciwnicy z kolei zarzucali im brak odpowiedzialności za własne dziecko, pozostawienie dziecka samemu sobie, brak rodzicielskiego zainteresowania. Szybko pojawiły się argumenty o dziecięcym lenistwie, braku motywacji, że jeśli nie przypilnuję, to się sam nie nauczy. A nawet, że jak się ma córki, to może i można nie pilnować, ale synowie to już inna bajka. I co z dziećmi, które mają problemy w szkole, jakieś dysfunkcje, czy są po prostu powolniejsze?

Wątków pobocznych pojawiło się kilka, ale nikt, albo prawie nikt, w tych licznych dyskusjach nie zadał pytania: Ej, a właściwie po co są te zadania domowe? Czemu służą, jeśli powodują wśród nas tak skrajne emocje, rodzą konflikty, powodują ciągłe domowe przepychanki? Alfie Kohn napisał w swojej książce The Homework Myth: Why Our Kids Get Too Much of a Bad Thing, że z zadaniami domowymi jest jak z pogodą. Przyjmujemy za pewnik, że jakaś pogoda za oknem jest, tak jak i jesteśmy pewni zadania pracy domowej pod koniec lekcji. Szukam więc odpowiedzi, po co uczniom zadania domowe?

1. Prace domowe powodują postępy w nauce. Założenie, w które wierzy większość rodziców i nauczycieli. Tutaj oczekiwałabym wyników rzetelnych badań, które mogłyby potwierdzić lub obalić to twierdzenie. Ale póki co nie znajduje. Alfie Kohn twierdzi wręcz, że wiara, że zadania domowe powodują lepszą naukę to przejaw tzw. urban myth- mitu, który wydaję się być tak oczywisty, że nikt go nie kwestionuje. W rzeczywistości jednak, żadne badania na temat prac domowych nie pokazują, że w jakiś szczególny sposób sprzyjają one nauce. Jeśli nie wierzycie, że można osiągać wysokie wyniki w nauce bez zadawanie ton prac domowych przyjrzyjcie się edukacji w Finlandii. Tam zadania domowe są rzadkością ( wyjątkiem, a nie regułą). Nie przeszkadza to Finlandii być jedną z największych edukacyjnych potęg na świecie.

2. Prace domowe pomagają kształtować charakter. Uczą systematyczności, pracowitości, sumienności itd. Tu znowu nie znajdziemy żadnych wyników rzetelnych badań, które mogłyby potwierdzić taką zależność. Co więcej twierdzenie, jakoby odrabianie zadań wpływało na sumienność czy pracowitość samo w sobie wydaję się być dość absurdalne. W końcu wszyscy ( lub prawie wszyscy) w czasach szkolnych odrabialiśmy zadania domowe z racji obowiązku uczęszczania do szkoły. Czy to znaczy, że wszyscy jesteśmy teraz sumienni, pracowici, systematyczni?

3. Prace domowe zabierają uczniom czas wolny, na którego deficyt cierpi coraz więcej dzieci. Wpadliśmy w spiralę zajęć dodatkowych, kółek zainteresowań, dodatkowych lekcji języków obcych czy treningów. Nie będę teraz podejmować dyskusji, czy to dobrze czy źle, ale chcę podkreślić, że nawet jeśli te pozalekcyjne obowiązki są dla naszego dziecka przyjemne to kosztują je również dużo energii i pracy. A dzieci, tak jak i my dorośli muszą również nauczyć się nudzić. Mieć czas na regenerację, nic nie robienie, zabawę. Chociaż po lekcjach dajmy dzieciom możliwość samodzielnego wyboru, co chcą ze swoim czasem robić. Mózg, żeby móc się efektywnie uczyć potrzebuje zarówno czasu do nauki, jak i czasu na odpoczynek- zasypując uczniów pracami domowymi skutecznie mu to umożliwiamy.

4. Prace domowe zniechęcają uczniów do nauki. Jesper Juul w swojej książce Kryzys szkoły pisze, że powinniśmy co roku dziękować naszym dzieciom za to, że chodzą do szkoły. Szkoły, gdzie często nikt nie liczy się z ich zdaniem, gdzie wbrew dziecięcej naturze wymaga się biernego siedzenia w ławce, w której szybko traci się ciekawość i zapał do nauki. Czytając komentarze na temat tekstu Nishki uderzyło mnie, jak wielu rodziców zarzuca swoim dzieciom lenistwo, brak motywacji, brak chęci do nauki. „Gdybym nad nim nie stała, to w życiu by tych zadań nie odrobił”. A ja się pytam Ciebie rodzicu: czemu ty się dziwisz? Przyjrzałeś się zadaniom domowym, z którymi codziennie męczy się twoje dziecko? W większości przypadków to nudna, odtwórcza praca. Do tego często zabierająca więcej czasu, niż w zamyśle przeznaczył na nią nauczyciel ( nauczyciele często niedoszacowują czasu, jaki potrzeba uczniom na wykonanie zadania). Szczerze mówiąc, ja dziwiłabym się, gdyby po całym dniu spędzonym w szkolnej ławce, przeładowany niezwiązanymi ze sobą informacjami, mózg ucznia przejawiał jakąkolwiek motywację do wykonywania zadania domowego.

4.  Prace domowe pogłębiają różnice pomiędzy uczniami. I nie mam tu na myśli tych wartościowych różnic, jakie dzielą ludzi i powodują, że każdy z nas jest wyjątkowy. Piszę tutaj o pogłębiającej się przepaści w umiejętnościach i posiadanej wiedzy. Przeładowani materiałem nauczyciele często zadają prace, z którymi uczniowie po prostu sobie nie radzą lub które są dla nich za trudne. Czasem odrobienie zadania domowego jest poniekąd wymogiem, aby zrozumieć kolejną lekcję. Wiadomo, że dobrzy uczniowie zadanie domowe wykonają, choćby nie wiadomo, jak ono było trudne. Wykonają, bo mają rodziców, którzy im pomogą, bo mają ku temu odpowiednie zasoby ( intelektualne lub finansowe, które pozwolą np. opłacić korepetytora). Słabsi uczniowie, którzy dodatkowo nie będą posiadać w pogotowiu rodziców, którzy umieliby lub mogliby im pomóc ( często nie dla tego, że nie chcą, ale ponieważ sami mają problemy z rozwiązaniem zadania, brak im czasu itd.) szybko pozostaną w tyle w szkolnej sztafecie. W tym momencie nauczyciel sam nieświadomie kopie pod sobą dołek. Gdyby zaprzestał zadawania prac domowych (lub zamiast zadawać prace do domu wspólnie przerabiał je na lekcji) miałby większą kontrolę nad procesem nauczania. Rozdźwięk pomiędzy najsłabszymi a najlepszymi uczniami mógłby się niwelować, zamiast coraz bardziej pogłębiać. A jak trudna i frustrująca  jest praca z klasą, w której uczniowie przedstawiają duże różnice w posiadanej wiedzy i umiejętnościach chyba nie trzeba tłumaczyć: w konsekwencji tracą na tym wszyscy. Dobrzy uczniowie się nudzą, słabi coraz bardziej wycofują.

5. Prace domowe zrzucają odpowiedzialność za postępy w nauce na rodziców. Mamy tu sytuacje, kiedy np. nauczyciel w czasie wywiadówki zarzuca rodzicowi, że ten nie pracuje ze swoim dzieckiem, nie pomaga mu przy pracach domowych i tym samym nie dba o jego postępy w nauce. Zadania domowe stają się pokrętnym sposobem szkoły, aby rodzic zaangażował się w edukację dziecka (ale zaangażował na warunkach, które dyktuje szkoła).  Szkoła wywiera przymus na rodziców, żeby ci przymusili dziecko do nauki. Ta sytuacja musi powodować konflikty- i powoduje. Tylko, że najczęściej są to konflikty rodzinne.

Szkoła zamiast pozostawić uczniom całą odpowiedzialność za prace domowe, przekazuje ją rodzicom, co po pierwsze nie jest logiczne, a po drugie rodzi nieskończone konflikty w domach. W ten sposób prowokuje się miliony codziennych kłótni i sporów między rodzicami i dziećmi, które niezwykle obciążają ich wzajemne relacje,

piszę Jesper Juul. System szkolny pokazuje, że to rodzice są odpowiedzialni za naukę swoich dzieci. To rodzice mają przypilnować, dopilnować i zadbać, żeby uczeń przyswoił wiedzę. Rodzice więc uczą, a szkoła staje się instytucją, która sprawdza i rozlicza (i ‚przechowuje” dziecko przez kilka godzin dziennie).

Ta gra w „odrabianie zadań domowych’ pomiędzy szkołą- rodzicami i dziećmi trwa zapewne od początku istnienia szkoły. Prace domowe tak mocno wrosły w szkolnictwo, że wielu z nas nie wyobraża sobie, że mogłaby istnieć szkoła bez nich. W końcu drugim pytaniem, które zadajemy naszym dzieciom, zaraz po „jak było w szkole?”, jest pytanie o prace domową na jutro. Czasem jednak warto zastanowić się, czy naprawdę chcemy w tej grze brać udział. Co na niej zyskujemy, a co tracimy?  I czy w całym tym przygniatającym obowiązku zadań domowych pozostaje jeszcze miejsce na rozwój ciekawości, pasję… i prawdziwą naukę?

 

 

 

* cytat oczywiście z kultowego Mikołajka,  René Goscinny, ilustracja Jean-Jacques’a Sempé

1 Comment

  • Anna Górska

    Świetny tekst, bardzo prawdziwy i dający do myślenia.

  • Write a Comment

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    sposoby na dysleksję

    czy dysleksja może być darem?

    Jeśli jesteśmy dyslektykami lub mamy dyslektyka w rodzinie, dobrze wiemy, jak wygląda proces nauki. Nie jest łatwo. Ludzie …

    instrukcja obsługi emocji

    Krótka instrukcja obsługi emocji

    Wyobraź sobie, że właśnie kupiłeś nowy samochód i wyjeżdżasz nim z salonu. Jedziesz do domu. Jesteś szczęśliwy …

    samoregulacja u dzieci

    Największy kit, który wciskamy dzieciom

    I nie jest to wiara w Świętego Mikołaja, pana w czerwonej czapce, który na biegunie północnym produkuje prezenty. Ta …