Blog psychologiczny

untitled-2-31

Dostrzeż mnie!

Czy dzieciom naprawdę najbardziej zależy na pochwałach i nagrodach? A może to my rodzicie i opiekunowie ulegamy złudzeniom, że nasze dziecko tego właśnie potrzebuje?

Nie mówię pochwałom nie. Znam liczne poradniki i metody wychowawcze bazujące na pochwałach, w których znajdziecie setki dowodów na to, że pochwały i nagrody działają. Działają i to działają dobrze. Uwarunkowane jest to zarówno kulturowo, jak i biologicznie ( w ostatnim poście pisałam o ośrodku nagrody w naszym mózgu, który kocha pochwały).  Jednak ja wychodzę z założenia, że jeśli chcemy używać jakiegoś narzędzia to powinniśmy najpierw zadać sobie pytanie, czy jest to narzędzie dla nas odpowiednie, jak możemy je wykorzystać, jakie skutki możemy dzięki niemu odnieść. Zanim zaczniemy bazować na pochwałach i nagrodach, zastanówmy się najpierw w jakim celu je stosujemy, co chcemy dzięki nim osiągnąć?  Być może po świadomej analizie naszych celów okaże się, że istnieją lepsze metody i inne drogi, aby nasz cel osiągnąć.

Dlaczego chwalimy nasze dzieci? Co chcemy osiągnąć dzięki pochwalam i nagrodom?

W klasycznym ujęciu behawioralnym stosowano nagrody, aby wzmocnić dane zachowanie. W myśl tego nurtu chwalimy nasze dziecko, kiedy chcemy pokazać, że jakieś jego zachowanie nam się podoba i chcemy, żeby występowało częściej. Przykładowo nagradzamy dziecko za posprzątany pokój, ładnie umyte zęby, zdobytą dobrą ocenę w szkolę. Na krótką metę system ten działa znakomicie. W dłuższej perspektywie okazuje się jednak, że nasze dziecko staję się bierną marionetką, której działania zależne są od zewnętrznych bodźców ( a może wcale nie taką bierną, bo często szybko okazuję się, że oczekiwania naszej latorośli wzrastają i oczekuje ona coraz większych pochwał i nagród za swoje działania). Jeśli jednak naszym celem jest stworzenie dziecka, które będzie całkowicie sterowane zewnętrznie, to metoda pochwał i nagród wydaje się metodą ku temu odpowiednią.

untitled-2-28

Drugim powodem, dla którego chwalimy nasze dzieci jest chęć pokazania im, że są doceniane, ważne. Chcemy powiedzieć naszym dzieciom, że w nie wierzymy, że wierzymy w ich umiejętności i zdolności. Naszym celem w tym wypadku jest wzmocnienie poczucia wartości naszego dziecka, zwiększenie jego samooceny. Czy jednak poprzez entuzjastyczne wykrzykniki typu „o jaki piękny rysunek”, czy ” jak ty wspaniałe tańczysz” naprawdę dajemy naszemu dziecku to czego ono potrzebuje? Czy dziecko naprawdę oczekuje naszej oceny ( nawet tej najbardziej pozytywnej ) kiedy dzieli się z nami swoim rysunkiem czy tańcem? I czy my nie idziemy przypadkiem na łatwiznę przyklejając dziecku i jego zdolnościom prostą etykietkę typu ładny/brzydki,mądry/głupi itd. zamiast bliżej się przyjrzeć się temu, co nam dziecko oferuje?

Tego, co nasze dziecko naprawdę od nas potrzebuje jest to, żebyśmy je dostrzegli. Nie poprzez etykietki i łatki, jakie mu z biegiem czasu doklejamy, ale takie jakie jest naprawdę. Oceny rzadko kiedy powiedzą nam, kim jest nasze dziecko, co je interesuje, czego nie lubi, co sprawia mu przyjemność. Kiedy więc następnym razem nasz smyk zechce podzielić się z nami swoim rysunkiem ugryźmy się  na chwile w język, aby nie powiedzieć z automatu: o jaki piękny! Zamiast tego spróbujmy prawdziwie przyjrzeć się rysunkowi dziecka: czy nam się podoba, co przedstawia, co o nim mówi. Odpowiedzmy na zaproszenie naszego dziecka do wspólnej rozmowy o jego pracy, bez przyklejenia etykietek i łatek. Dostrzeżmy je i pracę, jaką wykonało. Zapewniam Cię, że twoje dziecko będzie zachwycone.

untitled-2-34

Write a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sposoby na dysleksję

czy dysleksja może być darem?

Jeśli jesteśmy dyslektykami lub mamy dyslektyka w rodzinie, dobrze wiemy, jak wygląda proces nauki. Nie jest łatwo. Ludzie …

instrukcja obsługi emocji

Krótka instrukcja obsługi emocji

Wyobraź sobie, że właśnie kupiłeś nowy samochód i wyjeżdżasz nim z salonu. Jedziesz do domu. Jesteś szczęśliwy …

samoregulacja u dzieci

Największy kit, który wciskamy dzieciom

I nie jest to wiara w Świętego Mikołaja, pana w czerwonej czapce, który na biegunie północnym produkuje prezenty. Ta …