Blog psychologiczny

emocjonalne wifi

lękowe wi-fi

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego tak trudno być z dzieckiem, które się czegoś boi? I przez to ‚być’ rozumiem trochę towarzyszenie mu w taki sposób, który będzie pomagał mu oswajać lęki i budować w sobie odwagę. Sprawa wcale nie łatwa… Zwłaszcza dla tych, którzy sami mierzą się z własnymi lękami- albo się im poddając, albo od nich uciekając.

Lawrence J. Cohen, w swojej świetnej książce ” Nie strach się bać”, opisuje eksperyment, w którym uczestniczyły dwa kurczaki. W pierwszej sytuacji oba ptaki zostały przestraszone. Psycholog ze zdumieniem odkrył, że w momencie zagrożenia zwierzęta zaczęły poszukiwać u siebie nawzajem poczucia bezpieczeństwa- potwierdzenia, że nie ma się czego bać. Nie znajdując tego potwierdzenia u towarzysza, wzajemnie nakręcały się w reakcji stresowej. Zupełnie inna sytuacja miała miejsce podczas drugiego eksperymentu. W nim, tylko jeden z kurczaków został przestraszony- a drugiemu w spokoju pozwolono skubać ziarenka. Dzięki spokojowi i opanowaniu towarzysza, przestraszone zwierzę mogło szybciej i łatwiej wyciszyć swój strach. Drugi kurczak stał się dla pierwszego zewnętrznym systemem bezpieczeństwa i pozwolił wyłączyć alarm, który uruchomił się w sytuacji zagrożenia.

Jak się zapewne domyślacie, u ludzi ten mechanizm działa podobnie. A nawet bardziej, bo ssaki przez ewolucję zostały wyposażone w cały skomplikowany system biologiczny, nazwany przez naukowców systemem zaangażowania społecznego, który nakierowany jest na wzajemne regulowanie emocji. Innymi słowy można powiedzieć, że zostaliśmy podłączeni do emocjonalnego wifi. I czy to nam się podoba, czy nie, nasze mózgi są zaprogramowane na to, żeby odbierać emocje z otoczenia, dostrajać się do siebie nawzajem. U innych poszukujemy wskazówek o zagrożeniu/ bezpieczeństwie, tak, aby w razie konieczności, włączyć system alarmowy i ratować życie.

Im mniejszy człowiek, tym bardziej dostrojony do emocjonalnego nadajnika dorosłego. Ma to swoje dobre i złe strony. Największą korzyścią jest możliwość przetrwania. Dzięki dobremu podłączeniu do emocjonalnego wifi rodzica łatwiej np. uczyć się, co jest bezpieczne, a czego lepiej unikać. Świetnie pokazuje to eksperyment przeprowadzony w laboratorium Josepha Campos’a. Do pomieszczenia , w którym zbudowano specjalną przezroczystą podłogę , zaproszono maluchy, które dopiero co nauczyły się raczkować. Dzieci zostały zachęcone do przemieszczania się po tej plastikowej powierzchni. Jednak w pewnym momencie natrafiały na swoje drodze na stromą ścianę klifu i przepaść ( był to rodzaj złudzenie optycznego, ale o tym dzieci nie wiedziały) . To, co działo się potem, co zrobiły maluchy- zależało od reakcji rodzica, który znajdował po po drugiej stronie klifu. Gdy mina mamy lub taty wyrażała strach i poczucie zagrożenia, poziom lęku u dzieci automatycznie wzrastał. Maluchy zaczynały płakać i odsuwać się od niebezpiecznego urwiska. Gdy na twarzy rodzica malowały się uśmiech i zachęta, dzieci śmiało przechodziły przez przeszkodę. Spokojna i pewna postawa opiekuna dodawały odwagi, pozwalały zmierzyć się z lękiem i dosłownie rzucić się w przepaść. Tak działa magia emocjonalnego wifi i bycie ‚ system bezpieczeństwa’ dla dziecka.

Rola drugiego, spokojnego i pewnego kurczaka wcale nie jest łatwa.  Jest ogrooomnie trudna. Wymaga znajomości własnych, wrażliwych stron, umiejętności pływania w naszych  lękach i gotowości szukania w sobie odwagi. Jesper Juul pięknie w jednej ze swoich książek pisze, że mały człowiek ma niezwykły dar uwydatniania i dotykania naszych pewnych, trudnych kawałków i emocji, pomagając nam w ten sposób przezwyciężać siebie samych i rozwijać się. Nie dziwi więc, że to właśnie te dziecięce emocje będą dla nas najtrudniejsze do przyjęcia, wobec których sami czujemy się niepewnie. Czemu tak się dzieje?

Emocjonalne wifi  działa trochę na zasadzie wzajemnych sprzężeń zwrotnych. Wygląda to tak, że z jakiś przyczyn w systemie dziecka uruchamia się alarm strachu, więc mały człowiek zaczyna szukać oparcia w systemie bezpieczeństwa dorosłego. Gdy otrzyma potwierdzenie, że nie ma zagrożenia- jego mózg decyduje się odwołać reakcje stresową. W innym przypadku, stan alarmu może się utrzymywać, a nawet nakręcać. Mózg dorosłego również reaguje na wiadomość, którą wysyła do niego dziecko. Trzeba wiedzieć, że emocjonalne wifi ma swoje punkty odbiorcze-nadawcze w starszych ewolucyjnie piętrach mózgu ( tzw. mózg gadzi i mózg ssaczy), które zbiorczo będę nazywać mózgiem emocjonalnym. Mózg emocjonalny nie posługuje się językiem, tylko odczuciami. Funkcjonuje na zasadzie doświadczania- aby móc wysłać dziecku potwierdzenie, że jesteśmy bezpieczni, musi najpierw sam odczuć/ dostroić się do emocji małego człowieka. Czyli emocjonalny mózg dorosłego potrzebuje najpierw poczuć alarm, aby móc go następnie wyłączyć. 

I tutaj zaczynają się schody. Bo kiedy sami mamy trudności z doświadczaniem lęku, to może być tak, że towarzyszenie dziecku w jego baniu się, będzie przez nas odbierane jako bardzo zagrażające. W końcu, jak być przy kimś i z kimś, kto całym sobą doświadcza tego, z czym nam najtrudniej, a przy najmniej wyjątkowo nie po drodze? Aby się ratować, uciekamy się do dobrze nam poznanych metod walczenia z emocjami- unikamy lub wypychamy, bagatelizujemy lub wyolbrzymiamy, pocieszamy lub wyśmiewamy, nadmiernie kontrolujemy lub pozwalamy na wszystko. A walkę, którą toczymy w nas samych, aby nie doświadczać i jak najszybciej pozbyć się zagrażającej/ niechcianej emocji szybko zaczynamy przekładać na to, jak działamy w świecie zewnętrznym. I jak reagujemy na dziecięce lęki. 

Z lękiem jest tak, że z chwilą gdy się pojawia zaprasza nad do wspólnego tańca. Tańca, w którym to on prowadzi i wyznacza kolejne kroki. Gdy lęk dotyka naszego dziecka, to tańczyć zaczyna cała rodzina. Cały układ taneczny można sprowadzić do trzech głównych kroków: unikania, ucieczki, kontroli. Wszystkie one sprowadzają się do jednego- chęci pozbycia się lub zmniejszania prawdopodobieństwa doświadczenia (i tym samym zmierzenia się) ze swoim lękiem. Problem w tym, że lęk to taki nienasycony, przedziwny stwór- im więcej mu dajemy ( i oddajemy), tym więcej od nas chce. Aby oswoić tego potwora dziecko potrzebuje drugiego, spokojnego kurczaka u boku. Tylko wtedy będzie miało odwagę rzucić się i przejść przez przepaść swojego lęku. 

 

ps. Wiem, że blog podczytują nie tylko rodzice, ale też specjaliści- psycholodzy, terapeuci, pedagodzy czy lekarze. I dla tych na rynku wydawniczym ukazała się nie lada gratka, wydana przez wydawnictwo GWP. Dwa pakiety ( odpowiednio dla leczenia dzieci w wieku 5-8 i 8-17 lat ) podręczników dla terapeuty i rodzica nakierowanych na leczenie zaburzenia obsesyjno-kompulsyjnego ( czyli OCD). Sama teraz testuje w gabinecie pakiet dla dzieci młodszych i co tu dużo pisać: jestem na TAK!. Solidny program terapeutyczny, przejrzyście napisany, który krok po kroku prowadzi przez kolejne etapy terapii. Bardzo dobrze skonstruowany podręcznik dla rodziców, którzy w terapii OCD ( jak i w każdej terapii dziecka) są nieodłączni i pełnią często rolę terapeutów pomocniczych. Warto zaopatrzyć się we własne pakiety książek, bo OCD wcale nie jest tak rzadkim zaburzenie wśród dzieci, jak można by podejrzewać. Statystyki pokazują, że dwoje na sto dzieci codziennie mierzy się i cierpi z powodu natrętnych myśli i kompulsji, które im towarzyszą. 

29064358_1901959419875429_4998720165648558087_o

 

 

 

 

Write a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

jak reagować na dziecięce lęki

Poduszkowiec czy pchacz? Poznaj swój sposób reagowania na dziecięce lęki

Co robisz, gdy zauważasz, że twoje dziecko się czegoś boi? Podzielę się z wami moją osobistą, matczyną historią. …

jak dzieciństwo wpływa na dorosłość

Jak negatywne doświadczenia z dzieciństwa programują późniejsze życie? O badaniach, które powinien znać każdy rodzic.

Wyobraź sobie, że wybrałeś się na spacer po lesie. Jest piękna pogoda, świeci słońce, śpiewają ptaki. Nagle, na …

emocjonalne wifi

lękowe wi-fi

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego tak trudno być z dzieckiem, które się czegoś boi? I przez to ‚być’ rozumiem …