Blog psychologiczny

nie róbmy z dzieci kaczek

“Jechałem na konferencję i bardzo się śpieszyłem.  Na lotnisku wziąłem taksówkę, żeby szybciej dostać się do centrum. Kiedy przejeżdżaliśmy przez most na rzece samochód nagle się zatrzymał. Okazało się, że przez drogę przechodziło właśnie stado kaczek! Mój kierowca spokojnie czekał, aż ptaki bezpiecznie przejdą na drugą stronę. Czując, jak mijają kolejne cenne minuty, zirytowany zapytałem:

-czemu pan po prostu nie użyje klaksonu?

Kierowca popatrzył na mnie, popatrzył na ptaki, a potem odpowiedział:

-wierzę, że kaczki idą najszybciej jak potrafią”

Te anegdota autorstwa  Haima Ginotta, psychologa i psychoterapeuty dziecięcego świetnie ilustruje współczesne podejście do wychowania- to pierwsze, co przyszło mi do głowy, gdy  ją usłyszałam.

Podobnie jak pasażer taksówki, wierzymy, że tylko używając klaksonu nakłonimy dzieci do efektywnego działania, które przełoży się na ich rozwój. Inwestujemy w chodziki i pchacze, aby ‘pomóc’ dziecku szybciej stanąć na nogi i zacząć stawiać pierwsze kroki. Zostawiamy płaczące niemowlę, aby ‘ nauczyło się’ samo uspokajać i być bardziej samodzielne.  Nawet jeśli maluch nie opanował jeszcze języka mówionego, zaczynamy uczyć go rozpoznawania pierwszych liter i wyrazów, chcąc  pomóc mu szybciej opanować umiejętność ‘czytania’. Ledwo siedzącą pociechę zapisujemy na naukę języka obcego, aby od najmłodszych lat ‘osłuchała’ się z językiem. Z chęcią przyklaskujemy pomysłom nauczycieli, aby mali uczniowi spędzali popołudnia odrabiając prace domowe, dzięki którym ich nauka będzie bardziej efektywniejsza i szybsza.

Można by tak wymieniać i wymieniać…

Nie ufamy w to, że rozwój wpisany jest w życie człowieka. Nie dostrzegamy, że dziecko chce się uczyć i zdobywać nowe umiejętności- i robi to na każdym kroku, każdego dnia.

Nie musimy trąbić, aby dzieci przyśpieszyły. One idą ( i rozwijają się) najszybciej jak potrafią.

 

 

15 Comments

  • Anita

    Świetne odniesienie! 🙂

  • Hanka

    Bardzo dobry tekst. Aż szkoda, że tyle w nim prawdy. Dzieci szkoda.

  • Beata

    Bardzo podoba mi się ta anegdota. 🙂

  • Natalia

    Nie zgadzan się… Mnie rodzice nie pchali do nuki innych rzeczy niż TR co w szkike, posłali mnie do złej szkoły…. Mam do nich o to żal, bo teraz mimo ze pribyhe nadrobić j. Angielski nie jest to juz tak efektywne jak byn się go uczyła od podstawowki, bo dopiero w 5 klasie zaczelam się go uczyć. Tak samo ze szkoła poszlam tak gdzie jest najbliżej a nie najlepiej, a tamam złe towarzystwo itp. Teraz kończę studia, które nie zbyt mnie nie interesowały…. Ale poszlam bo lepsze to niż nic. Gdyby mnie popchneli do lepszej szkoły poszła bym na to co zawsze chciałam weterynarie, ale na te studia nie dostanie się nigdy bo maturę zdalam średnio a i tak trwają ponad 5 lat zanim się dostanie fach. Wiec tez bym chciała mieć takich rodziców co mnie “pchaja” ale wiadomo w ramach rozsądku i tego cz dziecko ma co tego warunki, bo jak ma 2 lewe nogi a rodzice pchaja go na tańce to przesada ?

    • Miroslawa

      Natalio, jako kolezanka o 20 lat starsza od Ciebie, pozwol, ze podziele sie z Toba rada jaka sama byc chciala dostac 20 lat temu. Ale niestety nikt mi jej nie dzielil. Ja tez mialam wzyiu “pecha”. Majac mozliwosci intelektualne zostalam zle pokierowana. Wtedy wlatach 80tych wszystkie podstawowki byly koszmarne i przeludnione (wyz demograficzny), nikt niczego dobrze nie uczyl,a jedynym jezykiem obcym byl rosyjski. Jak do tego rodzice nie dbali o przyszloc dziecka, to ta przyszlosc zapowiadala sie raczej nieciekawie. Moi wlasnie byliz tych co to nie zdawali sobie sprawe, ze o dziecko trzeba dbac i dobrze je pokierowac. Trafilam do milego liceum,ale zupelnie nie tegoco powinnam. Wychowawczyni co prawda mowilaponoc rodzicom, ze japowinnam do innego isc, no ale oni sie tym nie przejeli i nic mi o tym nie powiedzieli. Poszlam “zebym zawod byl”. I choc uczylam sie b.dobrze, i mature zdalam celujaco to, to do czego mialam dryg ze wzgledu na rodzaj liceum bylo nie do osiagniecia. Nie wiedzialam,ze powinnam byla mimo wszystko probowac, nawet po skonczeniu studiow takich zeby tylko byly. Zatem Natalio, jesli wiesz doskonale co chcesz robic w zyciu to to mimo wszystko zrob. Jestes mloda i masz czas. Poszukaj sobie zrodla dochodu, najlepiej w klinikach weterynaryjnych, w koncu ci sie uda, pros naweto bezplatne staze i idz na studia zaoczne (wieksze szanse nawet z gorsza matura, zreszta kazda uczelnia sama ustala kryteria przyjec, wybierz taka w ktorej masz szanse studiowac, przeprowadz sie nawet do innego miejsca i realizuj marzenia. Przed toba moze nawet 70 lat zycia w tym wiecej niz 40 zawodowego. Wierz mi 6 lat jeszcze jednych studiow, ktore beda spelnieniem twoich marzen to nie wielka cena jaka zaplacisz za szczesliwe zycie. Powodzenia.

    • Katia

      Natalia, nie obwiniaj rodziców za własne błędy. Jeżeli chcesz zostać weterynarzem, to popraw maturę i zmień studia.
      A jeśli nie chcesz nic zmieniać, to zaakceptuj to co masz i przestań narzekać.

    • Anna Leginowicz

      hej Natalia! Głowa do góry, ja marzyłam o studiowaniu ogrodnictwa, ale w wieku kiedy większość osób studiuje, moje życie poukładało się inaczej. Poszłam na studia w wieku lat 38, bardzo się bałam czy jeszcze potrafię się uczyć, czy dam radę. To były długie, sześcioletnie studia, podczas których miałam rok przerwy, bo na świat przyszedł nasz trzeci Syn, Mikołajek. Skończyłam studia z bardzo dobrym wynikiem przez całe studia korzystając ze stypendium naukowego i teraz pracuję w zawodzie. Piszę to żeby dodać Ci otuchy i na swoim przykładzie pokazać, jak bardzo ważne jest , aby podążać za swoimi marzeniami. Spróbuj, weź sprawy w swoje ręce. Rozumiem, ze masz żal do Rodziców, ale to Cię obciąża i powoduje, że tkwisz w miejscu, zamiast poruszać się w stronę swoich marzeń. Odwagi Natalia, idź na swoje wymarzone studia! Ostatnio szukali opiekuna dzikich zwierząt w helskim fokarium 🙂 taka praca na Ciebie czeka 🙂 pozdrawiam Cię i życzę powodzenia. Ania.

  • Margaret

    Tak właśnie wychowywałam mojego syna, z radością obserwując każdy Jego postęp, każda nowa umiejętność.

  • Kasia

    Ach, jak wiele jest takich mądrości. Szkoda tylko, że nauczyciele tym “spieszącym kaczuszkom” stawiają same pały, wysyłają na terapie, byleby pozbyć się problemu lub najprościej nie przyjmują do szkół!!! PUSTE to wszystko w praktyce.
    Większość tych mądrości skierowana jest również do rodziców. A może lepiej byłoby uświadamiać studentów, żeby wykształcić świadomą kadrę nauczycielską!

  • lavinka

    Trochę napędzają to psychologowie i inni specje od rozwoju. Dwulatek musi mówić dwieście słów, czterolatek musi wymiawiać r, trzylatek sam ubierać i siusiać na nocnik, sześciolatek czytać i tak dalej. Tony w sieci poradników, że jak niemowlę czegoś tam nie robi w tym wieku, to konieczna jest terapia. I potem ludziom wchodzi w krew, że ich kaczki chodzą za wolno.

  • Anna Maria A.

    Taa… A co zrobić gdy dziecko ma opinię z ośrodka Psychologiczno- pedagogicznego, z którego wynika że powinno mieć indywidualne nauczanie (sugerowane) , więcej poświęcać czasu na liczenie i czytanie. Super. Tylko KIEDY? Wracam z pracy po 15, obiad, 15 minut relaksu i lekcje. Do 20… To ku@*@ kiedy mam ćwiczyć to liczenie i czytanie? Oficjalnie mam robić z dzieckiem pół zadanych lekcji. Jeśli tak zrobimy, na drugi dzień 1 za brak pracy domowej… Nauczyciele od Angielskiego i religii nie przestrzegają zaleceń więc też wtopa…
    A dziecko chodzi do klasy 3 szkoły podstawowej na wsi.

    • Zan

      Z religii możesz wypisać, zawsze trochę roboty mniej. Może w tym czasie na świetlicy zrobi jakąś pracę domową?

  • Anna Maria A.

    A ja chciałam iść na ASP… Uwielbiałam babrać się w glinie, malować i rysować… Niestety, rodzice zadecydowali inaczej. To były lata 80/90… Mam do nich żal, ale trudno… Nie chcę zmuszać swojego dziecka do tego czego nie lubi…
    I jak najbardziej zgadzam się z autorem że dzieciaki uczą się ZAWSZE w swoim tempie 🙂

  • asia

    Nie do końca sie zgadzam. Nauka języków to dobra rzecz ale inne rzeczy wymienione tu sa adekwatne..tak jak wiele innych. Daj mu czekoladkę! Już ma przecież cale 10mies.! Zostaw ja samą, kiedyś sie nie niańczyli a dzieci byly spokojne. Troche to jest paranoiczne bo chcemy z maluchów zrobić geniuszy a dajemy przyzwolenia żeby dzieciaki w podstawówce nie umialy zasznurować butów czy 20letnia dziewczyna nie potrafila palcem w domu kiwnąć…

  • Dorota Mro-Gro

    Mamy kaczki są bardzo cierpliwymi rodzicami. Więc chyba nie kaczek nie róbmy z dzieci, ale zawodników, uczestników konkursów na najdłuższe włosy, najszybciej narysowany rysunek i najwyższą wieżę z klocków. Taksówkarz nie trąbił, tylko spokojnie poczekał aż mama-kaczka zaprowadzi dzieci-kaczęta tam, dokąd je prowadziła. Anegdota wspaniała, artykuł słuszny, ale tytuł to chyba chybiony.

  • Write a Comment

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    W zbroi złości

    Złość to taka przewrotna emocja. Z jednej strony bardzo chcielibyśmy się jej pozbyć, a z drugiej tak trudno nam ją …

    Pomóż dziecku budować jego program na szczęście

    Czy zauważyliście, że nasz umysł przypomina trochę rzep, który mocno chwyta się wszystkiego, co negatywne? Co gorsza, …

    Problem.

    Do gabinetu psychologa rzadko przychodzi się samemu. Najczęściej w towarzystwie. Z jakimś Problemem. Ten Problem potrafi …