Blog psychologiczny

sposoby na dysleksję

czy dysleksja może być darem?

Jeśli jesteśmy dyslektykami lub mamy dyslektyka w rodzinie, dobrze wiemy, jak wygląda proces nauki. Nie jest łatwo. Ludzie zwykle nie lubią robić rzeczy, które przychodzą im z trudem. Początkowy etap zachwytu szkołą u każdego dyslektyka przeradza się w jawną niechęć, a zadania domowe stają się torturą. Ale nie musi tak być. Ron Davis opracował metodę, która pozwala w miarę szybko poradzić sobie z problemem. Podkreśla, że dysleksja jest darem, a nie deficytem.

Dlaczego darem? Dyslektycy myślą najczęściej obrazami, dzięki temu robią to kilka tysięcy razy szybciej niż osoby, które wolą myślenie werbalne. Dlatego w dorosłym życiu wielu dyslektyków osiąga wspaniałe rezultaty w pracy. Kiedy już problemy szkolne zostają pokonane, dyslektyk może bez przeszkód korzystać z błyskawicznego myślenia, które otwiera drogę do kreatywności. Stąd dyslektycy sprawdzają się w takich obszarach jak architektura, budownictwo, wynalazki, mechanika, inżynieria, sztuka, fizyka, matematyka, copywriting i tworzenie historii, sport, taniec, muzyka i wiele innych.

Ron Davis podkreśla: dysleksja to nie zaburzenie, tylko po prostu inny sposób myślenia. Dyslektyk napotykając coś, czego nie zna, uruchamia wyobraźnię i stara się daną rzecz obejrzeć ze wszystkich stron. Ta zdolność, tak doskonała na co dzień, nie działa jednak dobrze w przypadku umownych znaków, takich jak litery, cyfry, symbole. Przeszkadza też w wykresach i czytaniu map. Litera „d” może być przecież równie dobrze literą „b”, „p” lub „q”, jeśli patrzymy na nią przestrzennie. Dlatego naszym celem jest ustabilizować wyobraźnię na czas czytania, pisania, liczenia. Nie chcemy jej unieruchamiać na zawsze, gdyż ta szczególna umiejętność jest przecież przydatna, jeśli zamierzamy wymyślić coś nowego. Uczymy tylko, jak  podchodzić do wyobraźni elastycznie: zatrzymać ją wtedy, gdy istnieje taka potrzeba.

Praca z wyobraźnią to jeden z etapów metody Rona Davisa. Dodatkowo będziemy też uczyć dyslektyka, jak  błyskawicznie się  odprężać, kiedy trudny symbol, wyraz lub pojęcie go zestresują. Ponadto każdy dyslektyk w stresie nakręca swoją wewnętrzną energię po to, by szybciej poradzić sobie z problem i „mieć to z głowy”. Jednak akurat przedmioty szkolne wymagają spowolnienia. Zbyt duże tempo wbrew pozorom nie pomaga. Nasza praca polega na tym, by prześledzić coś, co można nazwać wewnętrznym zegarem energii. Tworzymy skalę od 1 do 10. Zastanawiamy się, jaka wartość na tej skali jest najlepsza do nauki. Czy nasz zegar powinien wskazywać cztery czy sześć? Najczęściej pomaga nam ustawienie zegara pomiędzy trzy a cztery. Tymczasem zestresowany dyslektyk używa siódemki, a nawet ósemki.

Dalsze etapy pracy zależą od tego, czy mamy do czynienia z problemami związanymi z czytaniem, pisaniem, liczeniem czy też tylko z ADD lub ADHD. W każdym przypadku będziemy używać plasteliny. Ron Davis podkreśla, że jeśli coś dla dyslektyka jest trudne, to dlatego, że abstrakcyjne – wymyślone przez kogoś i działające na zasadzie umowy. Umawiamy się, że dany znak to dźwięk „b”. Albo umawiamy się, że dany znak oznacza dodawanie, mnożenie itp. Praca z plasteliną i tworzenie modeli 3D dla abstrakcyjnych pojęć i symboli pozwalają włączyć je do realnego świata. Warunek: dyslektyk sam musi je wykleić.

Żeby wyjaśnić, jak to działa, weźmy typowe problemy z czytaniem. Dyslektyk najczęściej ma kłopoty z krótkimi wyrazami, takimi jak „że”, „wśród”, „znad” itp. Dlaczego? Ponieważ nie może ich zobaczyć. Tak jak powiedzieliśmy, osoba dyslektyczna myśli obrazami. A w jaki sposób miałaby wyobrazić sobie wyraz „tego”, „skoro” albo „lub”? Weźmy takie zdanie: „Koń uciekł z wybiegu i zatrzymał się dopiero przy zagajniku”. Dyslektyk widzi konia, który uciekł, ale wyraz „z” już nie niesie ze sobą żadnego obrazu, więc jest dla dyslektyka najczęściej niewidzialny. Albo go pomija, albo się na nim zacina. Obok pojawia się obraz wybiegu. Zatem dla dyslektyka staje się jasne, że chodzi o konia, który ucieka oraz o wybieg. Ale nie ma między tymi wyrazami związku. Kolejne słowo to „i” – także jest niewidoczne. Pojawia się natomiast wyraz „zatrzymał”, dlatego dyslektyk dochodzi do wniosku, że coś musiało się tam zatrzymać, ale już nie wiadomo: koń czy wybieg? Wybieg się chyba nie zatrzymuje, ale sama refleksja na tym powoduje zamęt. A tu dalej: wyraz „dopiero” nie ma żadnego obrazu, podobnie, jak „przy”, natomiast niespodziewanie wkracza „zagajnik”. O co chodzi…? Koń uciekł.  Na wybieg czy do zagajnika? Albo może zagajnik uciekł…?

Czytanie nie ma sensu, tekst jest niezrozumiały. Dodajmy do tego, ze interpunkcja to kolejne znaki umowne, które wprowadzają zamęt, dlatego podświadomie dyslektyk je pomija. Efekt jest taki, że zdania nigdy się nie kończą. Jak widać samo czytanie słów może być trudne, bo litery mają prawo przekręcać się, ruszać, zamieniać miejscami. A do tego dochodzi jeszcze problem ze zrozumieniem tekstu. To nie jest proste, jeśli pojawiają się słowa-pułapki (bez realnego obrazu) lub znaki interpunkcyjne niewiadomego przeznaczenia. Czytanie skutkuje bólem głowy, czasem też brzucha, bo dyslektyk ma wrażenie, ze siedzi na karuzeli.

Dlatego słowa-pułapki wyklejamy z plasteliny. Najpierw ustalamy ich definicję, szukamy zastosowań na przykładach, a potem wyklejamy. Dyslektyk sam wybiera sytuację, która jego zdaniem jest najlepszą ilustracją danej definicji. Wykleja też słowo. Na koniec zapamiętuje obraz mentalny modelu i słowa, korzystając z technik, których nauczył się wcześniej (czyli ustabilizowania wyobraźni, odpowiedniego ustawienia zegara i odprężenia). Wyklejony wyraz nie będzie już powodował dezorientacji, ale pojawią się następne. Nie każde krótkie słowo bez obrazu w rzeczywistości musi być pułapką. Dlatego sprawdzamy podczas czytania, co tak naprawdę daną osobę dezorientuje. Wyklejamy też znaki przestankowe, wyszukujemy ich w tekście itp.

Oczywiście, ćwiczymy czytanie, ale w bardzo krótkich blokach  – po pięć minut. Robimy też wiele innych ćwiczeń, których nie sposób tu opisać. W sumie jednak jeśli dyslektyk ma zacząć czytać, pisać, czy liczyć, w pierwszej kolejności musimy odnaleźć przyczynę problemu. I nad nią popracować. A dopiero potem przyjrzeć się skutkom. Jeśli jednak przyczyna zostanie dobrze zdiagnozowana i usunięta, sama nauka przestanie już być dla dyslektyka takim kłopotem. Z każdym ćwiczeniem będzie po prostu lepiej. I to jest naszym głównym celem: poprzez szybki postęp odbudować w dyslektyku wiarę w siebie.

 

przygotowała:

Ania Chmara

www.mocdysleksji.pl

 

Write a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

wysoka samoocena u dziecka

Dlaczego nie warto gonić za wysoką samooceną?

Chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej. Pragniemy, żeby były szczęśliwe, zdobywały świat. I mocno ufamy, że tym, …

kompendium wiedzy o dziecku

czterominutowe kompendium wiedzy o dzieciach

Dzisiaj chciałabym podzielić się z wami niezwykłym, czterominutowym filmikiem, który jest wycinkiem wystąpienia pewnego …

koleiny myślowe zniekształcenia poznawcze

Rodzicielskie koleiny myślowe, w które najczęściej wpadamy.

Zdajecie sobie sprawę, że w każdym momencie nasz mózg musi się zmierzyć z około 11 milionami danych, które docierają …