Blog psychologiczny

Przywiązani do krzeseł

Niedawno głośno było o nauczycielce, która znęcała się nad uczniami m.in przywiązywała dzieci do krzeseł. Sprawa wywołała ogromne, słuszne poruszenie.  Jednak, jeśli uważniej przyjrzymy się szkolnej realności, to dojdziemy do wniosku, że codziennie uczniowie doznają fizycznej przemocy. Są uwiązani do krzeseł. Zmuszani do pozostawania bez ruchu przez co najmniej 45 minut. Siedząc w pozycji, która, jak pokazuje biologia, jest dla nich szkodliwa. Przywiązujemy uczniów do szkolnej ławki i robimy wszystko, żeby stworzyć kolejne pokolenie zasiedziałych.

Read more

Dlaczego ulegamy neuromagii?

Ostatnim czasy mam wrażenie, że świat ogarnęła obsesja na punkcie mózgu. Otwierasz codzienną gazetę i czytasz o mózgu, książki o mózgu królują w księgarniach, nawet na popularnych portalach społecznościowych informację o mózgu zdobywają znaczące lajki. Przedrostek „neuro” nobilituje, dodaje  prestiżu, gwarantuje rzetelną wiedzę (i wysoką sprzedaż produktu lub usługi). Mózg jest trendy.

Jak grzyby po deszczu wyrastają na naszych oczach swoiste neuropotworki- patchworki. W dzisiejszych czasach ‚neuro’ może być wszystko: marketing, ekonomia, edukacja, zarządzanie, sprzedaż, dydaktyka, programowanie, lingwistyka itd. W końcu „neuro”nie jest przecież znakiem zastrzeżonym.  Zaczęliśmy traktować nasz mózg, jak magiczne wrota do poznania nas samych, naszych zachowań i świata wokół nas. Wierzymy, że ‚neuro’, jako pewna i solidna wiedza jest jedyną prawdziwą, a jej ‚obwieszczenia’ są niepodważalne. I sami o tym nie wiedząc, dajemy się często nabić w butelkę. Read more

emocje w szkole

“The days that make us happy make us wise” ― John Masefield

” Dni, które powodują, że jesteśmy szczęśliwi, sprawiają, że stajemy się też mądrzejsi”.

Mam wrażenie, że w naszych szkołach kartezjański podział na niezależne od siebie ciało i duszę trzyma się mocno. W edukacji przybrał on swoisty podział na intelekt i emocje. Intelekt chodzi do szkoły, a emocje powinny grzecznie czekać w domu. Oczywiście, nikt nie twierdzi, że emocje są złe (bo przecież nie ma dobrych i złych emocji), ale raczej w szkole nie są one witane z otwartymi ramionami. Jeśli już przyjdą do szkoły, to wolelibyśmy je raczej bezpiecznie zepchnąć pod dywan.

Dlatego chciałabym dzisiaj napisać o emocjach. Emocjach w szkolnej ławce. Read more

zadania domowe: o co w tym wszystkim chodzi?

Dziś pani na zadanie domowe dała nam mnóstwo ale to mnóstwo zadań z arytmetyki ! Strasznie się martwię, że tatuś nie będzie miał czasu by je rozwiązać, już chciałem o tym powiedzieć na głos w klasie, ale w porę się opamiętałem. Nikt poza mną i tatusiem nie wie o naszej genialnej współpracy!”

Niedawno Natalia Tur na swoim blogu nishka.pl opublikowała post  „Twoje lekcje – twoja sprawa: nie odrabiam z dzieckiem lekcji”– i wywołała w rodzicielskiej blogosferze prawdziwą burzę. Tekst szybko został podłapany przez różne portale w sieci i przez internet przetoczyła się fala gorącej dyskusji. I z reguły, jak to u rodziców bywa, gdy chodzi o dobro ich dzieci, była to dyskusja pełna emocji, sprzecznych poglądów, wzajemnych przepychanek i częstych docinek. Obserwowana z boku szybko uwidoczniła podział na dwa skrajne obozy: tych, którzy podzielają zdanie Nishki i nie pomagają i tych, którzy pomagają. Niektórzy uplasowali się gdzieś pośrodku podkreślając, że nie pomagają, ale tylko dyskretnie nadzorują.  Każda grupa wytoczyła ciężkie działa. Zwolennicy nieodrabiania pisali, że jest to sposób na naukę odpowiedzialności, wyrabianiem w dziecku samodzielności. Przeciwnicy z kolei zarzucali im brak odpowiedzialności za własne dziecko, pozostawienie dziecka samemu sobie, brak rodzicielskiego zainteresowania. Szybko pojawiły się argumenty o dziecięcym lenistwie, braku motywacji, że jeśli nie przypilnuję, to się sam nie nauczy. A nawet, że jak się ma córki, to może i można nie pilnować, ale synowie to już inna bajka. I co z dziećmi, które mają problemy w szkole, jakieś dysfunkcje, czy są po prostu powolniejsze? Read more

Daj mi czas

Kiedy moja córka osiągnęła wiek, w którym to dzieci wolą picie ze słomki od picia z kubeczka, postanowiłam zrobić jej przyjemność i kupić dla niej pierwszy napój ze słomką. Starannie wyselekcjonowałam ze sklepowej półki ten, który wydawał się mieć jak najmniej sztucznych dodatków i najwięcej soku w soku i szczęśliwa zaniosłam swoją zdobycz do domu. Córka popatrzyła na soczek w kartoniku, spojrzała na mnie jak na kosmitkę i…. użyła słomki do konstrukcji mostu zwodzonego w zamku lego duplo. Kolejne ‘słomkowe’ próby pokazały, że moje dziecko nie jest zainteresowane słomką w kontekście picia. Pomysł użycia słomki do wypicia czegokolwiek rodził w niej frustrację, bo  przez słomkę napój nie chciał lecieć. Pokazywała mama, instruował tata, było dmuchanie ze słomki, robienie bąbelków i nic. Moje dziecko nie potrafiło opanować techniki picia przez słomkę. Ta błahostka zaczęła w moich oczach urastać do rangi problemu, zwłaszcza, że córeczka słabo mówiła i jednym z zalecanych ćwiczeń na rozruszanie aparatu mowy była właśnie ta nieszczęsna słomka. Read more

Oceny szkolne: czy naprawdę są sprawiedliwe?

Kiedy zaczęłam zastanawiać się nad słusznością ocen w szkole ?

Na pewno nie było to w podstawówce. Tam otrzymywane stopnie to była moja realność. Moje być albo nie być. Za dobre stopnie był czerwony pasek na świadectwie, jakieś mniejsze lub większe nagrody, znaczący uśmiech nauczyciela. Być albo nie być. Jak się miało te dobre stopnie to pretendowało się do tych lepszych klas, z lepszymi nauczycielami i ciekawszymi wycieczkami. Tylko czasem żal było, że koledzy z podwórka trafili do innej klasy, i z czasem kończyły się tematy do rozmów.  I wstyd było przed nimi pokazać to świadectwo z czerwonym paskiem. Wiadomo, kujon, obciach.

Oceny były nierozerwalną częścią szkoły, tak jak twarda ławka, skrzypienie kredy na tablicy i dźwięk dzwonka. Czymś pewnym i solidnym. Read more

18 książek, które zmieniły moje spojrzenie na edukacje

Przedstawione poniżej publikacje są oczywiście moim subiektywnym wyborem. Chciałam, żeby na tej liście znalazły się książki popularnonaukowe, pisane przystępnym językiem, ale też podparte solidną wiedzą naukową  i/lub  doświadczeniem autorów. Z pewnością nie jest to lista zamknięta.

Mam nadzieję, że w tym temacie natrafię jeszcze na wiele ciekawych książek:) a może wy mi coś podpowiecie?

Read more

Kryzys szkoły, Jesper Juul

To, że nasze szkolnictwo wymaga zmian nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Potrzebę zmian czują zarówno nauczyciele, rodzicie, jak i ci najbardziej zainteresowani, czyli uczniowie. Lubimy narzekać na system i szkolnictwo, zwalać na siebie nawzajem winę, by wreszcie zrzucać na tych innych odpowiedzialność za zmiany. Rodzice obarczają nauczycieli, nauczyciele dyrekcje, dyrekcja kuratorium, kuratorium system. A gdy już nie ma na kogo zwalać winę to zawsze zostają uczniowie- że nie chcą się uczyć, nie współpracują i gapią się tylko w ekrany monitorów. Read more

Przedszkole post factum

Pomysł na tego bloga zrodził się niedawno, więc myślałam, że temat przedszkola w tym roku ominę. Jednak w ostatnich dniach kilka razy spotkałam się na swojej drodze z rodzicami, którzy dzielą się ze mną swoimi trudnościami z procesem adaptacji dziecka do przedszkola. Stąd dzisiejszy, trochę spóźniony post.

Adaptacja dziecka w przedszkolu to temat w tym roku szczególnie dla mnie bliski, ponieważ po raz pierwszy przeżywam go również jako osobiste doświadczenie: moja córka od początku września została przedszkolakiem. Jak wyglądała nasza droga adaptacji przedszkolnej (a właściwie, jak wygląda, ponieważ adaptacja jest procesem, pewną drogą do przebycia, która rzadko zamyka się w przysłowiowym pierwszym tygodniu września. Przystosowywanie się do przedszkola może rozciągnąć się na cały wrzesień, a nawet trwać do grudnia. Bywa, że po każdej dłuższej chorobie i nieobecności w przedszkolu dziecko potrzebuje czasu, aby zaadoptować się na nowo. Pamiętajmy, że każde dziecko jest inne, dlatego każde będzie potrzebować innego czasu, u dla każdego dziecka adaptacja może wyglądać inaczej). Read more

mój mały manifest

W idealnym świecie idealne matki codziennie ubierają się w najbardziej promienisty uśmiech dla swojego dziecka. Idealne matki zawsze mają czas na wszystko: na perfekcyjnie ułożoną fryzurę, ugotowanie pysznie zdrowego dwudaniowego obiadu, przygotowanie świetnego raportu dla szefa i zabawę z dzieckiem. Idealne matki zawsze mają czyste buty, chociaż właśnie skakały przez kałuże ku radości dziecka.  Mają nienagannie pomalowane paznokcie, chociaż właśnie wysprzątały cały dom i ulepiły z dzieckiem tonę ludzików z klejącej plasteliny. Idealne matki nigdy nie wpadają w złość, nie krzyczą na dziecko, nie trzaskają drzwiami, nie przeklinają ( może to dlatego, że przeczytały wiele mądrych poradników rodzicielskich, przeszły kilka zacnych warsztatów i umieją już sobie radzić z własną agresją?- idealne matki nad sobą pracują!). Read more

Pomóż dziecku budować jego program na szczęście

Czy zauważyliście, że nasz umysł przypomina trochę rzep, który mocno chwyta się wszystkiego, co negatywne? Co gorsza, …

Problem.

Do gabinetu psychologa rzadko przychodzi się samemu. Najczęściej w towarzystwie. Z jakimś Problemem. Ten Problem potrafi …

książeczka emocjonalnego zdrowia dziecka

Nie będę ukrywać, że uwielbiam tę malutką książkę. Według mnie powinni ją rozdawać na salach poporodowych, w …