Blog psychologiczny

przewrotna motywacja czyli zachowanie na punkty

Dzisiaj chciałabym zacząć od pewnej przypowieści: 

” Przed wojną w Krakowie pewien Żyd prowadził swój zakład fotograficzny. Niestety, pewnego wieczoru grupa dzieci zaczęła przebiegać pod jego zakładem i wykrzykiwać drwiąco  ‘Żyd!, Żyd! Żyd!”. Sytuacja ta powtarzała się przez kolejne dni. Mężczyzna bardzo się martwił i nie widziała, co ma począć. Wtedy jego żona podsunęła mu pewien pomysł. Następnego razu, gdy dzieciaki przebiegały koło zakładu fotograficznego wykrzykując “Żyd!”, właściciel zatrzymał ich tymi słowami: chciałbym was jakoś wynagrodzić za to, że robicie mojemu zakładowi taką reklamę. Od dzisiaj za każde wykrzyknięte “Żyd!” będę płacił  wam 10 centów. Umowa stoi? Dzieci oczywiście z chęcią się zgodziły. Minęło kilka dni, w czasie których dzieci ochoczo krzyczały pod zakładem Żyda, a on zgodnie z umową, codziennie wypłacał im ustaloną kwotę. Jednak po tygodniu mężczyzna jeszcze raz poprosił do siebie dzieci i powiedział: kochane, nie mam już tyle pieniędzy, żeby móc wam płacić na wasze okrzyki. Proponuję 5 centów za wasze okrzyki, na tyle mnie teraz stać. Dzieci trochę pokręciły nosem, ale się zgodziły. Przez kolejny tydzień właściciel sumiennie płacił im za każde wykrzyczane “Żyd!”. Gdy minęło siedem dni, mężczyzna powiedział dzieciom, że w następnym tygodniu nie będzie mógł im zapłacić i zapytał, czy pomimo to, dzieci mogłyby nadal krzyczeć pod jego zakładem. Dzieci się oburzyły. Przecież, nie będą krzyczeć za darmo! Od tego czasu krzyki pod zakładem fotograficznym ustały na dobre”

Bardzo lubię tę stara żydowską przypowieść, bo według mnie świetnie obrazuje ona przewrotną motywację, jaką posiadają ludzie. Motywację, którą trudno zamknąć w rozkładach wzmocnień pozytywnych i negatywnych, jak to chcieli widzieć behawioryści. Człowiek nie jest pustą skrzynką. To przede wszystkim istota myśląca, która potrzebuje znaleźć wytłumaczenie dla podejmowanych przez siebie działań. Na każdym kroku mierzymy się z interpretacją rzeczywistości wokół siebie i szukamy odpowiedzi na pytania, które pozwolą nam tworzyć narrację na nasz temat. Robię coś dla pieniędzy, czy dlatego, że sprawia mi to przyjemność? Uczę się dla ocen, czy dla własnej satysfakcji? Pomagam koledze w nauce, bo chce mu pomóc, czy dlatego, że dzięki temu zdobędę dodatkowych 20 punktów za zachowanie? A jeśli o punktach za zachowanie już piszę to….

W zeszłym tygodniu wpadł mi w ręce arkusz pewnej szkoły z wyszczególnionym wykazem punktów, jakie uczeń może otrzymać lub stracić zachowując się w taki, lub inny sposób. Można podnieść sobie ocenę z zachowania pomagając koledze w nauce, biorąc udział w wolontariacie, organizując gazetkę szkolną, sumiennie odrabiając zadania domowe (cokolwiek znaczy tu sumiennie). Punkty można też stracić bijąc kolegę, przeszkadzając na lekcji, przeklinając. Lista jest długa i zajmuje jakieś trzy strony.

Rozumiem potrzebę nauczycieli i dyrekcji, która kryją się za punktowym systemem oceniania. Ma być jasno, przejrzyście i sprawiedliwie. Tak sprawiedliwie, żeby żaden rodzic nie przyszedł do szkoły z pretensjami, że jego dziecko dostało ocenę z zachowania pod wpływem antypatii czy sympatii ze strony wychowawcy. Zastanawiam się jednak, jakie wartości przekazujemy dzieciom, podkładając im pod nos proponowany system. Może takie, że wszystko jest na sprzedaż i wszystko można kupić?

Dzieci, nawet te najmłodsze, szybko adaptują się do systemu, w jakim przyszło im przebywać. W końcu zasady są jasne ‘coś za coś’. Z wierzchu wydaje się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Zwiększa się liczba dzieci, które są wolontariuszami, pomoc koleżeńska kwitnie, na korytarzach mniej bójek. Oto przecież nam chodzi. Patrzymy, czy coś działa tu i teraz, i nie zastanawiamy się zbytnio nad efektami  naszej metody w perspektywie długoterminowej. To trochę tak, jak z jedzeniem czekoladowego batonika. Tu i teraz dostajemy dawkę potrzebnej energii, ale w perspektywie czasu może okazać się, że żywienie się czekoladą będzie mieć dla naszego zdrowia katastrofalne skutki. Spójrzmy więc głębiej i zobaczmy, co o się dzieje pod przykryciem. Zastanówmy się, jakie mogą być prawdziwe konsekwencje systemu punktowego dla rozwoju motywacji uczniów. Zrobimy to, najpierw analizując wyniki badań dotyczących naszej motywacji. A później odwołując się do spostrzeżeń psychologów społecznych, którzy próbują odpowiedzieć na kluczowe pytanie: w jaki sposób uczniowie będą tłumaczyć sobie swoje dobre i złe uczynki?

Chciałabym opowiedzieć wam o pewnym badaniu, które dosadnie pokazuje w czym rzecz. Wyobraźcie sobie, że zespół badaczy zaprasza do swojego laboratorium dzieci w wieku 20 miesięcy. Maluchy są zapraszane do pokoju ‘zabaw’, w którym obserwują, jak dorosły wykonuje jakąś pracę ( np. zawiesza kawałki materiału na lince). W pewnym momencie dzieci zauważają, że eksperymentator w jakiś sposób może potrzebować pomocy. Widzą przykładowo, że upada mu klamerka. Posiadaczy małych dzieci nie zdziwi zapewne postawa maluchów, które w takiej sytuacji ochoczo podbiegają i z radością na twarzy podają przedmiot upuszczony przez dorosłego. Można powiedzieć, że ten eksperyment przeprowadzony w Instytucie Maxa Planca jest jednym w wielu, które pokazują, że ludzie są z natury altruistyczni i nastawieni prospołecznie ( podobnie jak inne wyższe ssaki).

To jednak nie koniec. Naukowcy postanowili bowiem zadać sobie pytanie, co się stanie, jak zaczniemy nagradzać maluchy za ich prospołeczne zachowania. W tym celu przeprowadzono kolejny eksperyment, w którym dzieci podzielono na trzy grupy. Dzieci z pierwszej grupy dostawały za swoją spontaniczną pomoc nagrodę od dorosłego. Maluchy z drugiej grupy były chwalone przez badacza w neutralny sposób np. słyszały słowo ‘ dziękuję, że mi pomogłeś’. Dzieci z trzeciej grupy, tj. kontrolnej, nic nie otrzymywały za swoją pomoc. Po pewnym czasie maluchy powtórnie zaproszono do laboratorium, aby sprawdzić, czy nagrody w jakiś sposób wpłynęły na postawę prospołeczną dzieci. Co się okazało? Zarówno maluchy z grupy kontrolnej ( czyli te, które w żaden sposób nie były nagradzane za swoją pomoc), jak i te, które otrzymały neutralną pochwałę ( podziękowanie) , nadal ochoczo i z radością rwały się do pomagania dorosłemu. Niestety, te dzieci, które za pierwszym razem zostały nagrodzone przez dorosłego za swój ‘dobry uczynek’ już nie były tak skłonne do pomocy. Ich chęć powtórnego pomagania badaczowi spadła z prawie 90% do 53%! Zapytacie jak to możliwe? Patrząc na całą sprawę z punktu widzenia motywacji wewnętrznej nie ma w tym nic dziwnego. Nagradzanie za aktywności, które same w sobie dają nam satysfakcję powoduje, że tracimy zainteresowanie tymi aktywnościami…

 

Psycholodzy społeczni również pomagają nam lepiej zrozumieć całą tę przewrotność. Daryl Bem, twórca teorii autopercepcji, na podstawie licznych badań i eksperymentów doszedł do wniosku że mamy tendencję do poszukania wyjaśnień naszych zachowań raczej w sytuacjach zewnętrznych. Oznacza to, że istnieje większe prawdopodobieństwo, że uczeń będzie tłumaczył sobie swój czas poświęcony na pomoc koledze, jako aktywność ukierunkowaną na zdobycie dodatkowych punktów za zachowanie (sytuacja zewnętrzna) niż jako zachowanie płynące z jego sympatii i faktycznej chęci pomocy (sytuacja wewnętrzna). Najbardziej prawdopodobny tok rozumowania będzie następujący: pomagam koledze w nauce i dostaje za to punkty? W takim razie pomagam dla punktów. Nie wiem, jak wy, ale ja dostaję gęsiej skórki na samą myśli o tym, że pewnego dnia moje dziecko przyjdzie ze szkoły i powie: mamo, idę dzisiaj do Zosi pomóc jej w lekcjach, bo potrzebuję 20 punktów do wzorowego….

Ale to nie wszystko. Tabele z punktami za zachowanie skonstruowane są na zasadzie im więcej tym lepiej- im bardziej wartościowa aktywność, tym więcej punktów uczeń otrzyma (i odwrotnie, im bardziej złe zachowanie, tym więcej punktów straci). Wydaje się, że to sprawiedliwe podejście. Ale czy ta sprawiedliwość przełoży się również na trwałą zmianę zachowań? Otóż niekoniecznie. A nawet, wbrew zdrowemu rozsądkowi, może zadziałać na opak. Liczne eksperymenty zapoczątkowane przez Leona Festingera i kontynuowane przez jego współpracowników pokazały, że metody kija i marchewki mogą przynosić sprzeczne z naszym zdroworozsądkowym podejściem rezultaty. Na przykład:

  • wysoka nagroda wcale nie oznacza, że dane zachowanie będzie częściej występować. Wprost przeciwnie: im wyższa nagroda za zachowanie, którego uczeń wcale nie miał ochoty wykonać, tym większe w uczniu przekonanie, że wykonał daną aktywność tylko dla punktów [Michał czuje się przymuszony do pomocy Jankowi w nauce, żeby zdobyć punkty? Będzie pomagał koledzy tylko dla punktów]
  • nagroda za aktywność, którą uczeń wcześniej lubił wykonywać wcale nie spowoduje, że uczeń jeszcze bardziej polubi tę aktywność. Skutek będzie raczej taki, że uczeń będzie daną aktywność lubił mniej niż przedtem [ Michał lubił wcześniej pomagać Jankowi w nauce? Wizja zapłaty spowoduje, że zapewne będzie w przyszłości mniej skory do pomocy koledze]
  • surowa kara za zachowanie nie spowoduje, że uczeń przestanie źle się zachowywać. Paradoksalnie, im bardziej surowa kara, tym większy bunt może rodzić i bardziej ku danemu zachowaniu prowokować, w myśl zasady, że zakazany owoc lepiej smakuje.
  • im większa możliwość straty punktów, tym mniejsza szansa na wystąpienie danego zachowania. Tak, ale tylko do czasu, gdy mamy nad sobą wizję kary. Gdy oceny za zachowanie zostają wystawione, negatywne zachowanie powróci [punkty nie spowodują zmiany zachowania, ale jego chwilowy zanik].

Jak widzicie z powyższych przykładów, stosowanie punktowego systemu oceniania zachowania to trochę  igranie z ogniem. Być może, przez przypadek, rozniecisz płomień w niektórych uczniach, ale przy okazji spalisz doszczętnie motywację w pozostałych. Pytanie czy warto ryzykować?

Ps. Dzisiaj do kawy przeczytałam wywiad z profesorem Barry Schwartzem, psychologiem i autorem świetnej książki “Paradoks wyboru. Dlaczego  więcej oznacza mniej”. Wprawdzie artykuł odnosi się głównie do motywacji w pracy, ale bardzo dobrze pasuje również do naszej szkoły. A zwłaszcza punktowego systemu oceniania za zachowanie:

” To z powodu braku zaufania wprowadzamy coraz więcej sztywnych reguł. Sztywne reguły to nie tylko oznaka braku zaufania, ale również braku szacunku (..) Ludzie są inteligentni i dość szybko się orientują, jak jak realizować wytyczne, nie będąc ani produktywnym, ani oddanym temu, co się robi. Nie ma systemu ocen, którego nie da się oszukać, więc aby zasłużyć na nagrodę, ludzie lawirują.”

Jednego jestem pewna. System punktowego oceniania nie powoduje zmiany zachowania uczniów na lepsze.  Zapewne jednak uczy dobrze liczyć. Może to  taka przewrotna motywacja do nauki matematyki?

 

źródła:

badania Felix Warneken and Michael Tomasello Max Planck Institute for Evolutionary Anthropology

Elliot Aronson, Robin M. Akert, Timothy D. Wilson, Psychologia społeczna, podręcznik akademicki, wydawnictwo Zysk i S-ka.

 

 

 

 

 

 

 

 

4 Comments

  • Anna

    A co w takim razie motywuje? Jak dziecko uzyskuje wewnętrzną motywację?

  • SzkołA WyżSza

    Nareszcie coś konkretnego w tym internecie.

  • JoannaT

    Poza wszystkimi aspektami “motywacyjnymi” jest jeszcze coś. Najgorsze dla mnie jest to, że rodzice nie widzą problemu, wręcz przeciwnie, bardzo pilnują wpisywania punktów i prześcigają się w ich zdobywaniu, nawet trochę za dziecko, takie mam wrażenie. Nie dociera, kiedy mówię, że uczymy dzieci, że wszystko jest za coś, nic bezinteresownie, a to prosta droga do klęski, którą rodzice odczują na starość na własnej skórze. Są i mądrzy rodzice, ale nagłośniejsi w szkołach są ci, którzy domagają się wypunktowania każdego najdrobniejszego gestu, którzy pokazują swoim dzieciom, że wszystko trzeba policzyć i dopilnować zapłaty. Mam takie smutne doświadczenie, że oni po jakimś czasie przychodzą z pytaniem “co ja mam robić, nie radzę sobie z nim/z nią” – z tymi dziećmi wychowanymi na “pępki świata”, które za wszystko mają mieć wpisane punkty i których pytanie brzmi: “a ile za to będzie punktów?”, “a to na ocenę?”.
    Racja, robimy to my, dorośli, chcąc stworzyć jasne, obiektywne kryteria, bo mamy dość pretensji, pretensji ze strony innych dorosłych, bo z dziećmi zazwyczaj wszystko można wyjaśnić, ustalić, sensownie uzgodnić.
    To takie moje nauczycielsko-rodzicielskie refleksje…

  • Write a Comment

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Pomóż dziecku budować jego program na szczęście

    Czy zauważyliście, że nasz umysł przypomina trochę rzep, który mocno chwyta się wszystkiego, co negatywne? Co gorsza, …

    Problem.

    Do gabinetu psychologa rzadko przychodzi się samemu. Najczęściej w towarzystwie. Z jakimś Problemem. Ten Problem potrafi …

    książeczka emocjonalnego zdrowia dziecka

    Nie będę ukrywać, że uwielbiam tę malutką książkę. Według mnie powinni ją rozdawać na salach poporodowych, w …