Blog psychologiczny

Dlaczego nie warto gonić za wysoką samooceną?

Chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej. Pragniemy, żeby były szczęśliwe, zdobywały świat. I mocno ufamy, że tym, czego potrzebują, żeby rozwinąć skrzydła jest wysoka samoocena. Robimy więc wszystko, aby wyposażyć dziecko  w pozytywny obraz i pewność siebie oraz wiarę w to, że mogą wszystko osiągnąć.

Moda na wysoką samoocenę rozpoczęła się w latach 70-tych wraz z pojawieniem się na rynku wydawniczym książki Nathaniela Branden ” “The Power of Self-Esteem” ( której tytuł w Polsce został przewrotnie przetłumaczony na  “Jak dobrze być sobą. O poczuciu własnej wartości”). Autor głosi w niej, że to właśnie wysoka samoocena jest najważniejszym miernikiem naszego sukcesu życiowego i poczucia szczęścia. Teza ta szybko przeniknęła do mainstreamu, co zaowocowało całym ruchem społecznym nastawionym na budowanie w dziecku wysokiej samooceny ( który, mam wrażenie, z powodzeniem utrzymuje się do dzisiaj). Na całym świecie rodzice, psycholodzy, nauczyciele uwierzyli, że wysoka samoocena jest takim rodzajem Świętego Graala, który zapewni ich dzieciom powodzenie. Zresztą, wtórowali im naukowcy, którzy w swoich rzekomych badaniach i obserwacjach donosili, że wysoka samoocena przekłada się na pozytywne skutki w dosłownie każdym aspekcie życia- począwszy od osiągnięć, budowania relacji ( i funkcjonowania w społeczeństwie), poczucia szczęścia, radzenia sobie z emocjami itd.

Jednak czy to na pewno dobra droga?

Poznajcie Janka

Chciałabym wam opowiedzieć o Janku. To dwunastoletni chłopiec, którego rodzice przyprowadzili do gabinetu psychologa. Od pewnego czasu zachowanie Janka niepokoiło zarówno ich, jak i jego nauczycieli. Wzorowy, najlepszy w szkole uczeń zaczął nagle tracić motywację do nauki. Tak, jakby ktoś przebił wypełniony balon, z którego uszła cała pasja i zapał do pracy. Rodzicom trudno było zrozumieć, jak taki zdolny, mądry i utalentowany chłopiec, któremu do tej pory nauka przychodziła bez najmniejszego trudu, może mieć teraz tak duże problemy w szkole.

Okazało się, że tym, co zapoczątkowało trudności chłopca była zmiana nauczyciela  matematyki. Nowa pani, być może widząc predyspozycje matematyczne Janka, zaczęła stawiać przed nim większe wyzwania. Dla chłopca był to bardzo trudny moment, w którym odkrył, że potrzebuje włożyć wiele wysiłku w rozwiązywanie zadań, które czasami i tak mu nie wychodzą. Widocznie nie jestem tak mądry i wcale nie mam do tego talentu- powiedział Janek w czasie rozmowy z psychologiem.

Gdy pęka sztucznie nadmuchana bańka

Pod wpływem swoich dotychczasowych doświadczeń życiowych u Janka wytworzył się i utrwalił pewien sposób widzenia samego siebie i innych, który określamy jako nastawianie na trwałość- sztywna wiara w to, że sukcesy i porażki zależą od posiadanych talentów lub ich braku.  Rodzice i nauczyciele od dziecka bardzo chwalili chłopca, szczególnie podkreślając jego wysoką inteligencję i uzdolnienia. Dzięki temu chcieli zbudować w nim pewność siebie i wysoką samoocenę. Mały Jasiek szybko nauczył się dwóch rzeczy. Po pierwsze, że jego osiągnięcia i sukcesy są bardzo ważne dla innych i stanowią o jego wartości. Po drugie, że jest w jakiś sposób ‘wybrany’: być może bardziej inteligentny i uzdolniony od innych.

Wszystko było dobrze, dopóki wyzwania, na które napotykał w życiu chłopiec okazywały się proste- kolejne pochwały jego talentów w przedszkolu i szkole tylko wzmacniały jego przekonanie, że jest” taki mądry i zdolny.” Kiedy jednak pani od matematyki zaczęła stawiać przed nim wyzwania wymagające większego zaangażowania i wysiłku, Janek automatycznie zinterpretował swoje trudności jako potwierdzenie braku swojej inteligencji i talentów. Tak właśnie działa nastawienie na trwałość i ‘sztuczna’, wysoka  samoocena. To przymus ciągłego udowadniania sobie i innym, że jestem wystarczająco mądry i zdolny. Niekończąca się walka o uznanie i aprobatę, w której nie ma miejsca na błędy czy potknięcia- bo te urastają do rangi prawdziwej katastrofy. Niektórzy wysoką samoocenę porównują do sztucznie nadmuchanej bańki, która unosi nas kilka metrów nad ziemią. Ten balon jednak szybko pęka i powoduje bolesny upadek w momencie, gdy stajemy przed pierwszym większym wyzwaniem.

Dwie strony tego samego medalu

Wysoka samoocena jest nierozerwalnie związana z wewnętrznym krytykiem. To dwie strony tego samego medalu. Jedno i drugie opiera się na ciągłym ocenianiu siebie, przypinaniu sobie łatek. Albo jestem super, wierzę w to, że mam zdolności i talenty, albo widzę tylko swoje porażki, niedociągnięcia i wady. Ten czarno-biały sposób widzenia siebie świetnie obrazuje przykład Janka. Gdy na jego samoocenie pokazało się zadrapanie w postaci trudności z poradzeniem sobie z matematyką, wewnętrzny krytyk przejął stery nad działaniem zupełnie demotywując do dalszej pracy.

Demaskacja mitów

Dzisiaj również nauka potwierdza to, co opisałam na przykładzie Janka- że pogoń za wysoką samooceną to zapewne droga, którą nie warto podążać. Co ciekawe, już w 2003 roku dr Roy Baumeister przeprowadził solidną meta-analizę ponad 15000 badań dotyczących samooceny przeprowadzonych pomiędzy 1970 a 2000 rokiem. Pokazała ona, że wśród tak pokaźnej liczny zebranych badań, tylko około 200 z nich spełnia rygorystyczne kryteria, które przekładają się na ich naukową wiarygodność (!). A wnioski z nich płynące wcale nie przedstawiają się tak różowo. Okazuje się, że wysoka samoocena nie wykazuje związku ani z powodzeniem szkolnym, sukcesami życiowymi, nie zmniejsza agresji, ani nawet nie chroni przed uzależnieniami…

Co w zamian?

Jedną z ważniejszych rzeczy, które możemy ofiarować naszemu dziecku to poczucie własnej wartości. W przeciwieństwie do warunkowości, którą z góry nakłada na nas samoocena, poczucie własnej wartości opiera się na przeświadczeniu, że jestem wartościowy, dlatego, że jestem. Pięknie o tym mówi psycholożka Brene Brown: “Jesteśmy wartościowi już teraz. Nie kiedy czy jeśli. Jesteśmy w tej chwili warci miłości i przynależności. Właśnie teraz. Już”.  Tylko poczucie własnej wartości jest wstanie zapewnić dziecku prawdziwą wolność do rozwijania skrzydeł- tylko na jej fundamencie będzie mogło ono budować choćby swoją motywację wewnętrzną, nastawienie na rozwój, autentyczność i pewność siebie.

Nie oceniajcie książki po tytule

Na koniec chciałabym wam również polecić pewną książkę, która może pomóc w budowaniu poczucia własnej wartości u dzieci. To świeża publikacja, która ukazała się nakładem Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego. I niech was tytuł ( NISKA SAMOOCENA U DZIECI Praktyczny poradnik dla specjalistów i rodziców) nie zmyli! Bo tak naprawdę to książka właśnie o budowaniu poczucia własnej wartości. Pełna dobrej wiedzy i użytecznej praktyki. Osobiście jestem zwłaszcza zachwycona ostatnimi rozdziałami, w których znajdziecie konkretne pomysły i ćwiczenia, które można wykorzystać w pracy w gabinecie czy podczas zabawy w domu. A jeśli macie ochotę dostać ode mnie egzemplarz książki ( mam 3 do rozdania)  to zapraszam do szybkiego konkursu. Napiszcie w komentarzu, jakie są wasze pomysły na dodawanie waszym dzieciom skrzydeł? 🙂  konkurs trwa do środy 27.03 godz. 23.00

 

Kilka cytatów i zdjęć na zachętę:

niska samoocena u dzieci

 

niska samoocena u dzieci

dav
dav

 

 

 

 

po branson midset work

Related Post

24 Comments

  • Monika Henyk

    Przytulam, mówię, że jest ważny. Że obrazek, który wg niego mu nie wyszedł, jest dla mnie cenny, bo widziałam, ile w niego włożył wysiłku. Że nieważne, że nie umie budować z instrukcji, tego się można nauczyć, ale za to wymyśla świetne własne budowle, a ja tego nie potrafię.

  • Alfreda

    Pokazuję mojemu 6 latkowi, że każdy może się mylić. Jest ze mną w domu i widzi mnie także wtedy, gdy coś rozleję/rozbiję itd. Staram się wtedy (wbrew temu co mam w automacie) mówić na głos rzeczy, które powiedziałabym najlepszej przyjaciółce. Daję mu przestrzeń na upadki, niewiedzę, na ćwiczenie i na to, że może dziś nie chcieć nic robić.
    Mówię mu również, że lubię z nim rozmawiać. Słucham z ciekawością, gdy opowiada o tym, co jest dla niego istotne np. o LEGO ninjago. Traktuję go “poważnie”, czyli nie okłamuję, a to daje mu poczucie bezpieczeństwa, na bazie którego może rozwijać swoje poczucie własnej wartości.
    To tak w skrócie ?

    • Joanna

      Wysyłam książkę:)

  • Monika

    Dzieci uczą się obserwując rodziców, dlatego staram się swoim zachowaniem, tym, co mówię o sobie, dawać im dobry przykład, pokazywać, że się rozwijam i idę naprzód, chociaż czasami popełniam błędy. Akceptuję moje dzieci bezwarunkowo i to chyba najważniejsze, żeby dodać im skrzydeł.

  • laura

    Jeśli moje dziecko zrobi cos trudnego, co kosztowało go dużo pracy i widzę jego zadowolenie na końcu-pytam czy jest z siebie dumny. Jeśli tak, to dopytuję jakie to uczucie. Staram się by zapamiętał to uczucie gdy jednak mimo wielu chęci poddania się, dociera do celu.
    Przy każdej grze planszowej przegrani gratulują zwyciezcy. Jednak wygrani też gratulują przegranym za uczestnictwo w grze.
    Z przegranym zawsze omawiamy sobie co było najbardziej emocjonującego w grze, który etap był najbardziej pouczający. Generalnie wychodzi na to, że dzięki przegranym najwięcej sie zyskuje jeśli chodzi o wiedzę, którą można wykorzystać w następnej rozgrywce.
    Za każdym razem, gdy zdobędzie sie na otworzenie swojego serca mówię, że to dla mnie ważne gdy potrafi tak szczerze powiedzieć co w sobie trzymał.

  • Dorota Ka.

    Moja córka jest jak Janek z tego opowiadania. Niezwykle zdolna, nauka sama jej wchodzi bez wysiłku i problem niskiej samooceny. Jak motywuje? Powtarzam jej że każdy dzień, każda sytuacja dobra czy zła to jest dla niej lekcja, doświadczeniem. Całe życie składa się z tych drobnych sytuacji, cegiełek i od Nas zależy czy wyciągniemy z nich dobro czy zło. Często rozmawiam z nią o tych błahych sytuacjach i rozmyślamy co było w nich dobrego co złego. Myślę że w ten sposób uczy się spojrzeć na świat z innej strony i uczy się z każdej sytuacji dostrzec coś dobrego, motywującego. Drugą myślą którą jej przekazuje to: nie ma ideałów są ludzie. Każdy ma prawo popełnić błąd oraz to że każdy jest inny jest piękne. Z jej niską samooceną walczymy od roku ale tylko pełna uwaga na córkę na nią przynosi efekty. Musiałam długo się tego uczyć. Dzieci nie chcą dostawać rad one chcą być wysłuchane, nawet jak milczą. Muszą wiedzieć że jesteśmy i czekamy na ich zwierzenia bez krytyki bez moralizowania. Trudno to osiągnąć i często jeszcze popełniam w tym błędy ale tylko to daje efekty.
    p.s. przepraszam że tak chaotycznie ale jestem umysłem ścisłym nie umiem pisać tekstów 😉

  • Monika

    Macierzyństwo pokazało mi, że mimo typowego słomianego zapału potrafię być cierpliwa i brnąć mimo przeciwności do celu. Codziennie staram się być więc lepszym człowiekiem, przykładem i po prostu człowiekiem. Staram się wzbudzić w moim synku na stałe pewność, że i on może wszystko, choć nie zawsze jest to dostępne od ręki, od razu za pierwszym podejściem. Może próbować, sprawdzać, upadać, ja jestem obok żeby przytulić, jeżeli trzeba wytłumaczyć. Wspieram jego zainteresowania, dyskretnie, bez narzucania się. Wiem z doświadczenia, że +100 do wiary we własne sily dodaje doświadczenie, bez zbędnej widowni i oklaskow, że coś wychodzi. Stawiam na wsparcie i rozwój zainteresowan, pasji, uwazność, słuchanie i po prostu przeżywanie tego razem.

  • Anna

    Córka (5l) miewa problemy z zasypianiem codziennie wieczorem powtarzam jej, że ją kocham, że w nią wierzę i trzymam za nią kciuki, że na pewno uda jej się zasnąć… bardzo lubi tego słuchać,a ja widzę, że te słowa mają wielką moc☺

  • Ula

    Codziennie uczę sie coraz bardziej doceniać i kochać samą siebie za to że po prostu jestem -słowa uczą, przekłady pociągają – dzieci uczą się przezb obserwację. Chcąc być autentyczną, każdego dnia staram sie pokazać, że można kochać siebie mimo popełnianych błędów. Kochajac siebie bezwarunkowo łatwiej jest tak samo kochać innych.

    • Joanna

      Wysyłam książkę:)

  • Natalia

    Uczciwość. Czyli świat bez filtrów i podkręcania kolorów. Jak dziecko popełnia błąd to popełniło błąd. Kiedy ja popełniam błąd to popełniam – tak po prostu, ot co. Nazywamy rzeczy po imieniu, poprawiamy koronę i idziemy dalej. Kiedy coś wyszło wyjątkowo pięknie, świętujmy się i radujmy, ale adekwatnie. Wydaje mi się, że chodz o uczciwość i prostolinijność. Bez zamiatania pod dywan, bez wychwalania na wyrost i biadolenia gdy coś nie wyjdzie. Tak ja widzę budowanie wartości.
    Piękny blog 🙂
    Pozdrawiam ciepło,
    Natalia

  • Agnieszka Szarek

    Najpierw staram się wykazać zrozumienie dla trudności dziecka. Jestem obok i słucham. Jeśli nie chce mówić też jest ok. Przytulam. Kiedy emocje opadną próbujemy wspólnie znaleźć rozwiązanie.

  • Edyta M

    Nie ma “magicznych”jednorazowych sposobów na dodawanie dzieciom skrzydeł. Codziennie mówię im dobre rzeczy o tym jak się zachowują, jak działają. W cięższych chwilach skupiam ich uwagę na rzeczach i sprawach pozytywnych. Pokazuję, że na każdą sytuację można reagować w różny sposób, i tak codziennie i codziennie…aż zaczną same latać:)

  • Ania

    Jestem, daje uwagę moim dzieciom kiedy chcą pokazać mi coś dla nich ważnego. Zauważam ich życie wewnętrzne, wstrzymuje się od razu do prezentowania im mojej perspektywy, a pochylam nad tym co u nich tam się w środku dzieje. Patrzę na nich kochającymi oczami, nie muszą robić nic szczególnego, po prostu być.

  • Aneta

    Jestem z córką każdego dnia, w radości i smutku, w sukcesach i porażkach. Daje jej kiedy tylko mogę, to co mam najważniejsze, czyli wspólny czas, uwagę ,,tu i teraz” bez telefonu w ręku i Tv w tle.

  • Basia

    Pokazuje mojemu synkowi, że moja miłość nie jest uzależniona od tego co robi i jak.. ostatnio jak biegliśmy do domu przybiegłam druga a on powiedział: kocham Cię kiedy jesteś szybka i kiedy jesteś wolna 😉
    Staram się nie używać etykiet ( choć żyjemy w systemie ciągłego oceniania ) pytam jak jemu się podoba to co zrobił, przekierunkowuję jego uwagę do wewnatrz – jak się czuł gdy to robił itd doceniam wewnętrzną motywację bez chwalenia. Kiedy przychodzi po ocenę to skupiam się na jego potrzebach.. bo kiedy jest pewny,że mu się udało to wcale nie potrzebuje tego potwierdzenia ode mnie.. kiedy sam nie jest zadowolony- uczę to radzić sobie z tymi emocjami. Nazywam i sprawdzam, jestem ciekawa co u niego…

  • Karolina Widelak

    Staram się jak najczęściej powtarzać mu, że go kocham. Wtedy, gdy się razem cieszymy, i wtedy gdy się razem złościmy. Uważne rodzicielstwo bywa bardzo trudne, dlatego, że chcąc nauczyć czegoś dzieci, jednocześnie staramy się nauczyć tego sami, zmienić utarte nawyki. Więc trochę jest tak, że dając mu akceptację, szukam też akceptacji dla samej siebie. To niełatwe. A nawet bardzo trudne. I to co jeszcze wydaje mi się bardzo ważne w “dodawaniu skrzydeł”, to staram się być przy nim kiedy doświadcza porażek. Bo uważam, że gdy dziecku się coś nie udaje, to zbyt łatwo jest nam wrzucić go w poczucie winy, wstydu, niekompetencji. A porażki zdarzają się zawsze, nawet nam, dorosłym. I tak jak napisała jedna z dziewczyn wyżej, dobrze jest być i w tym przykładem dla dziecka.

  • Małgorzata Rocka

    Pomysły, które wykorzystuję w pracy / domu to np.
    -odrysowujemy obie rączki dziecka, na każdym palcu rysujemy bądź piszemy co mu się udało, z czym radzi sobie lepiej, jaką nową umiejętność zdobyło, jaki poniosło wysiłek, w co się zaangażowało itp.
    -zachęcam rodzica do obserwacji własnego dziecka i na koniec dnia zrobienia podsumowania czyli przedstawienia wszystkich zaobserwowanych mocnych stron swojej pociechy a dodatkowo zilustrowanie w widocznym miejscu w domu
    -szeptanie komplementów na temat dziecka przy innych osobach wtedy, kiedy wiem że dziecko może usłyszeć
    -wspólne świętowanie sukcesu dziecka np. w sytuacji kiedy włożyło dużo wysiłku w zdobycie określonej umiejętności
    -słucham i poświęcam mu uwagę, rozmawiam np. rezerwuję czas tylko dla dziecka
    – chwalić i dostrzegać niewielkie rzeczy
    – nigdy nie porównywać go z innymi
    -wspierać w trudnych sytuacjach, ale nie wyręczać
    – brać pod uwagę zdanie dziecka
    -traktować dziecko z szacunkiem, tak jakbyśmy chcieli być sami traktowani
    – stwarzam możliwość podejmowania samodzielnych decyzji
    – przeżywanie z dzieckiem codziennych sytuacji, emocji :-))

    • Joanna

      wysyłam książkę:)

  • Alicja

    Jeszcze nie mam dzieci. Jestem nauczycielką uczącą gry na bardzo wymagającym instrumencie i to daje mi szczęście indywidualnych spotkań w ciągu tygodnia z dziećmi zaczynającymi swoją przygodę z muzyką. Od strony kształcenia zawodowego zazwyczaj tylko jedno dziecko z klasy (maks 10 osób) ma predyspozycje i pracuje na tyle by “wpisywać się” w ramy programu i myśleć o dalszej edukacji w tym kierunku. Lubię taką pracę, ale moją największa radością jest co innego. Kilka prostych pytań do każdego z dzieci: co lubisz robić? W czym czujesz się dobry? Grasz na wiolonczeli, pracujesz w swoim tempie i nie musisz bardziej/lepiej. Nikt tego od Ciebie nie oczekuje (trudniejsze pod tym względem jest wychowanie rodziców 😉 ). Motywacją jest granie w zespole, robienie czegoś wspólnie, szukanie i granie ulubionych melodii. Lubię też pokazywać im jaką drogę pokonały, dając co jakiś czas zadania sprzed roku, dwóch – kiedyś kosmiczne wyzwania, teraz zagrane bez większych problemów. Mówię o wysiłku i satysfakcji płynącej z kolejnych kroków, a nie tego, jaka ocena pojawiła się na semestr (najchętniej w ogóle bym nie wystawiała ocen, ale system jest jaki jest). Mówię o swoich emocjach i obawach. Dzieci są zazwyczaj zaskoczone – Jak to nie muszę mieć kolejnej szóstki? Jak to Pani też się boi przed koncertem? Jak to Pani też czasem się nie chce ćwiczyć? Kiedyś mówiłam więcej, “zagadywałam” problem. Teraz staram się pokazywać to swoim wzorem, a najważniejsze pytanie “Co sprawia Ci w tym graniu frajdę” pojawia się na większości zajęć.

  • Klaudyna

    Żeby dziecko mogło rozwijać swoje skrzydełka pokazuje mu, że posiadanie skrzydeł nie jest niczym wstydliwym ani złym. Pokazuje mu na własnym przykładzie, że warto wierzyć, że to o czym marzymy jest w zasięgu naszych rąk. Sama spełniam swoje marzenia i pokazuje, że często trzeba włożyć w to wiele wysiłku i niekiedy ponieść i porażkę. Sama jako wychowawca w domu dziecka nie poddaje się, kiedy napotyka mnie trudność, a cierpliwie dążę do postawionego sobie celu, choć zawsze przypominam, że najważniejsza jest droga do celu, a nie sam cel. Wytrwale, aż czasem do znudzenia uświadamiam dziecku w różnych sytuacjach, że posiada skrzydła, a kiedy je poczuje, uwierzy w ich istnienie uparcie uczę go tajników latania oraz oczywiście lądowania. W życiu codziennym pokazuje, że każdego dnia osiągamy małe sukcesy. Jestem dla dziecka, wtedy kiedy wygra konkurs – świętujemy, wtedy kiedy pokłóci się z przyjacielem – wspólnie płaczemy. A kiedy ja się pomylę, mówię, że popełniłam błąd, bo nikt nie jest idealny. Powtarzam, że jego skrzydła poniosą go tam, gdzie tylko głowa zamarzy.
    Wspólnie z dziećmi organizuje wycieczki w góry. Samodzielność w wyborze tras, ale także wsparcie doświadczonej osoby daje motywację i energię. Wychowankowie nie tylko uczą się samodzielnie wyznaczać trasy, poznają faunę i florę zwiedzanych terenów oraz historię danego miejsca. Poza zdobywaniem wiedzy jest to również duża lekcja odpowiedzialności za siebie i innych, obowiązkowości i zaradności, dbania o bezpieczeństwo wszystkich członków wyprawy. Ruch, aktywne spędzanie czasu pozwala na odreagowanie nagromadzonych napięć, a zdobywanie wyznaczonych sobie celów daje poczucie pewności siebie i wiary we własne możliwości. Każdy zdobyty szczyt, każda przebyta trasa daje źródło niezwykłej satysfakcji i motywacji do podejmowania nowych wyzwań.Wspólne wycieczki dają możliwość poznania się z innej strony w sytuacjach wymagających wysiłku, ale też jest to duża dawka humoru. Bardzo cieszą mnie przejawy serdeczności i życzliwości względem siebie, od dzielenia się kanapkami po pomoc we wspinaczce i słowo zachęty. Między dziećmi nawiązują się szczere relacje, natomiast ja – wychowawca staje się osobą bliższą, z którą chętniej podejmuje się rozmowę, na tematy nie tylko związane z wędrówką.
    Rozmawiam, rozmawiam i jeszcze raz rozmawiam 🙂 Słucham, słucham i jeszcze raz słucham 🙂

  • Edyta

    Jestem mamą dużych nastolatków, ale wciąż macieżyństwo jest moją misją…
    Uwielbiam patrzeć jak moim chłopakom rosną skrzydła i zapalają się lampki w oczach, kiedy opowiadają o swoich pasjach, a ja po prostu ich słucham, daję im swoją atencję, staram się zrozumieć często niezrozumiałe dla mnie treści, uczę się od nich, przeżywam.Daję im swój czas…

  • Marta R.

    Aby dodać moim dzieciom skrzydeł najpierw sama muszę nauczyć się latać. Według mnie budowanie wspierającej relacji z dzieckiem należy zacząć od wsparcia dla samego siebie. Trzeba wypełnić swój kubek potrzeb (na tyle ile jest to możliwe, bo pewnie zawsze będziemy niedojedzone, niedospane, przepracowane?) aby z większą dozą empatii i cierpliwości móc realizować potrzeby dziecka. Aby w pełni zaakceptować dziecko jako osobę muszę najpierw zaakceptować siebie, czuć się bezpiecznie aby zapewnić bezpieczeństwo. Nauczyć dziecko porządkowania własnych emocji jestem w stanie tylko wtedy, kiedy posprzątam swój emocjonalny bałagan i będę w zgodzie z własnymi emocjami. Umiejętność wczuwania się, rozumienia, wreszcie odzwierciedlenia dziecięcych problemów posiądę tylko wtedy, gdy zrozumiem i usokoję własne. Być może mój wpis brzmi nieco nie na temat, nieco samolubnie, ale jest oparty na moich doświadczeniach z dwójką kochanych maluchów. Wiem już, że im bardziej ja dbam o siebie, tym więcej we mnie zasobów do budowania dobrej, wspierajacej relacji, im bardziej pielęgnuję rozwój osobisty, tym bardziej świadome i satysfakcjonujące staje się moje macierzyństwo.

  • Ania

    A ja mam dzis skrzydła podciete. .sama byłam i chyba jeszcze jestem takim Jasiem. Dlatego bardzo staralam sie pracować nad sobą, rozwijać się, dawać córce wsparcie, poczucie bezpieczeństwa..Od samego początku dbalam aby nasza relacja oparta była na szacunku i bezwarunkowej miłości. I dziś dowiedziałam się na konsultacjach, że córka bardzo boi się, że coś jej się nie uda i ze strachu przed tym nie odpowiada na pytania, nie wykonuje czynności, które już potrafi, nie chce podejmować się nowych zadań…co jeszcze mogę zrobić, aby to zmienić? Chętnie się dowiem.

  • Write a Comment

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    książeczka emocjonalnego zdrowia dziecka

    Nie będę ukrywać, że uwielbiam tę malutką książkę. Według mnie powinni ją rozdawać na salach poporodowych, w …

    Przepis na eliksir spokoju

    Jest u nas w domu teraz taki czas, że namiętnie wczytujemy się w kolejne tomy Harrego Pottera. Dziwna trochę sprawa, …

    Sposób na małego marudę

    Marudzenie, niezadowolenie, narzekanie, grymaszenie, biadolenie, jojczenie, jęczenie, lamentowanie, zawodzenie- jakby nie …