Kategoria: emocje

Zaetykietowani

W pierwszych momentach swojego życia, nasze dziecko jest dla nas wielkim, małym cudem. Jesteśmy nim zachwyceni.

Patrzymy na tą małą istotkę i widzimy, że jest doskonała: począwszy od malutkich paluszków u stóp, aż po czubek swojej główki. Jednak ten stan totalnego zakochania we własnym dziecku mija. U jednych szybko, bo już po powrocie ze szpitala okazuje się, że nasze ‚idealne’ niemowlę za dużo płacze, za mało śpi i za wiele wymaga. U innych ten proces trwa trochę dłużej, ale wydaje się, że gdzieś w okolicach przedszkola większość rodziców zaczyna boleśnie dostrzegać, że dziecku daleko jest to wymarzonego ideału. Dajemy się wciągnąć w stary jak świat mechanizm, który z łatwością możemy dostrzec w wieloletnich związkach. Przestajemy patrzeć szeroko otwartymi oczami. W zamian coraz częściej spoglądamy na nasze dziecko przez pryzmat naszych wyobrażeń i przekonań, które zniekształcają odbieraną rzeczywistość. Read more

Przywiązani do krzeseł

Niedawno głośno było o nauczycielce, która znęcała się nad uczniami m.in przywiązywała dzieci do krzeseł. Sprawa wywołała ogromne, słuszne poruszenie.  Jednak, jeśli uważniej przyjrzymy się szkolnej realności, to dojdziemy do wniosku, że codziennie uczniowie doznają fizycznej przemocy. Są uwiązani do krzeseł. Zmuszani do pozostawania bez ruchu przez co najmniej 45 minut. Siedząc w pozycji, która, jak pokazuje biologia, jest dla nich szkodliwa. Przywiązujemy uczniów do szkolnej ławki i robimy wszystko, żeby stworzyć kolejne pokolenie zasiedziałych.

Read more

emocje w szkole

“The days that make us happy make us wise” ― John Masefield

” Dni, które powodują, że jesteśmy szczęśliwi, sprawiają, że stajemy się też mądrzejsi”.

Mam wrażenie, że w naszych szkołach kartezjański podział na niezależne od siebie ciało i duszę trzyma się mocno. W edukacji przybrał on swoisty podział na intelekt i emocje. Intelekt chodzi do szkoły, a emocje powinny grzecznie czekać w domu. Oczywiście, nikt nie twierdzi, że emocje są złe (bo przecież nie ma dobrych i złych emocji), ale raczej w szkole nie są one witane z otwartymi ramionami. Jeśli już przyjdą do szkoły, to wolelibyśmy je raczej bezpiecznie zepchnąć pod dywan.

Dlatego chciałabym dzisiaj napisać o emocjach. Emocjach w szkolnej ławce. Read more

zadania domowe: o co w tym wszystkim chodzi?

Dziś pani na zadanie domowe dała nam mnóstwo ale to mnóstwo zadań z arytmetyki ! Strasznie się martwię, że tatuś nie będzie miał czasu by je rozwiązać, już chciałem o tym powiedzieć na głos w klasie, ale w porę się opamiętałem. Nikt poza mną i tatusiem nie wie o naszej genialnej współpracy!”

Niedawno Natalia Tur na swoim blogu nishka.pl opublikowała post  „Twoje lekcje – twoja sprawa: nie odrabiam z dzieckiem lekcji”– i wywołała w rodzicielskiej blogosferze prawdziwą burzę. Tekst szybko został podłapany przez różne portale w sieci i przez internet przetoczyła się fala gorącej dyskusji. I z reguły, jak to u rodziców bywa, gdy chodzi o dobro ich dzieci, była to dyskusja pełna emocji, sprzecznych poglądów, wzajemnych przepychanek i częstych docinek. Obserwowana z boku szybko uwidoczniła podział na dwa skrajne obozy: tych, którzy podzielają zdanie Nishki i nie pomagają i tych, którzy pomagają. Niektórzy uplasowali się gdzieś pośrodku podkreślając, że nie pomagają, ale tylko dyskretnie nadzorują.  Każda grupa wytoczyła ciężkie działa. Zwolennicy nieodrabiania pisali, że jest to sposób na naukę odpowiedzialności, wyrabianiem w dziecku samodzielności. Przeciwnicy z kolei zarzucali im brak odpowiedzialności za własne dziecko, pozostawienie dziecka samemu sobie, brak rodzicielskiego zainteresowania. Szybko pojawiły się argumenty o dziecięcym lenistwie, braku motywacji, że jeśli nie przypilnuję, to się sam nie nauczy. A nawet, że jak się ma córki, to może i można nie pilnować, ale synowie to już inna bajka. I co z dziećmi, które mają problemy w szkole, jakieś dysfunkcje, czy są po prostu powolniejsze? Read more

Daj mi czas

Kiedy moja córka osiągnęła wiek, w którym to dzieci wolą picie ze słomki od picia z kubeczka, postanowiłam zrobić jej przyjemność i kupić dla niej pierwszy napój ze słomką. Starannie wyselekcjonowałam ze sklepowej półki ten, który wydawał się mieć jak najmniej sztucznych dodatków i najwięcej soku w soku i szczęśliwa zaniosłam swoją zdobycz do domu. Córka popatrzyła na soczek w kartoniku, spojrzała na mnie jak na kosmitkę i…. użyła słomki do konstrukcji mostu zwodzonego w zamku lego duplo. Kolejne ‘słomkowe’ próby pokazały, że moje dziecko nie jest zainteresowane słomką w kontekście picia. Pomysł użycia słomki do wypicia czegokolwiek rodził w niej frustrację, bo  przez słomkę napój nie chciał lecieć. Pokazywała mama, instruował tata, było dmuchanie ze słomki, robienie bąbelków i nic. Moje dziecko nie potrafiło opanować techniki picia przez słomkę. Ta błahostka zaczęła w moich oczach urastać do rangi problemu, zwłaszcza, że córeczka słabo mówiła i jednym z zalecanych ćwiczeń na rozruszanie aparatu mowy była właśnie ta nieszczęsna słomka. Read more

Oceny szkolne: czy naprawdę są sprawiedliwe?

Kiedy zaczęłam zastanawiać się nad słusznością ocen w szkole ?

Na pewno nie było to w podstawówce. Tam otrzymywane stopnie to była moja realność. Moje być albo nie być. Za dobre stopnie był czerwony pasek na świadectwie, jakieś mniejsze lub większe nagrody, znaczący uśmiech nauczyciela. Być albo nie być. Jak się miało te dobre stopnie to pretendowało się do tych lepszych klas, z lepszymi nauczycielami i ciekawszymi wycieczkami. Tylko czasem żal było, że koledzy z podwórka trafili do innej klasy, i z czasem kończyły się tematy do rozmów.  I wstyd było przed nimi pokazać to świadectwo z czerwonym paskiem. Wiadomo, kujon, obciach.

Oceny były nierozerwalną częścią szkoły, tak jak twarda ławka, skrzypienie kredy na tablicy i dźwięk dzwonka. Czymś pewnym i solidnym. Read more

Przedszkole post factum

Pomysł na tego bloga zrodził się niedawno, więc myślałam, że temat przedszkola w tym roku ominę. Jednak w ostatnich dniach kilka razy spotkałam się na swojej drodze z rodzicami, którzy dzielą się ze mną swoimi trudnościami z procesem adaptacji dziecka do przedszkola. Stąd dzisiejszy, trochę spóźniony post.

Adaptacja dziecka w przedszkolu to temat w tym roku szczególnie dla mnie bliski, ponieważ po raz pierwszy przeżywam go również jako osobiste doświadczenie: moja córka od początku września została przedszkolakiem. Jak wyglądała nasza droga adaptacji przedszkolnej (a właściwie, jak wygląda, ponieważ adaptacja jest procesem, pewną drogą do przebycia, która rzadko zamyka się w przysłowiowym pierwszym tygodniu września. Przystosowywanie się do przedszkola może rozciągnąć się na cały wrzesień, a nawet trwać do grudnia. Bywa, że po każdej dłuższej chorobie i nieobecności w przedszkolu dziecko potrzebuje czasu, aby zaadoptować się na nowo. Pamiętajmy, że każde dziecko jest inne, dlatego każde będzie potrzebować innego czasu, u dla każdego dziecka adaptacja może wyglądać inaczej). Read more

Dostrzeż mnie!

Czy dzieciom naprawdę najbardziej zależy na pochwałach i nagrodach? A może to my rodzicie i opiekunowie ulegamy złudzeniom, że nasze dziecko tego właśnie potrzebuje?

Nie mówię pochwałom nie. Znam liczne poradniki i metody wychowawcze bazujące na pochwałach, w których znajdziecie setki dowodów na to, że pochwały i nagrody działają. Działają i to działają dobrze. Uwarunkowane jest to zarówno kulturowo, jak i biologicznie ( w ostatnim poście pisałam o ośrodku nagrody w naszym mózgu, który kocha pochwały).  Jednak ja wychodzę z założenia, że jeśli chcemy używać jakiegoś narzędzia to powinniśmy najpierw zadać sobie pytanie, czy jest to narzędzie dla nas odpowiednie, jak możemy je wykorzystać, jakie skutki możemy dzięki niemu odnieść. Zanim zaczniemy bazować na pochwałach i nagrodach, zastanówmy się najpierw w jakim celu je stosujemy, co chcemy dzięki nim osiągnąć?  Być może po świadomej analizie naszych celów okaże się, że istnieją lepsze metody i inne drogi, aby nasz cel osiągnąć. Read more

o chwaleniu słów kilka

Presja na chwalenie dzieci jest ogromna. Chwalmy dzieci, nagradzajmy słoneczkami za dobre zachowanie, na każdym kroku pokazujmy, jak pięknie jedzą, rysują, zjeżdżają na zjeżdżalni i same się ubierają. To przecież dzięki naszym pochwałom dzieci będę mieć wyższe poczucie własnej wartości, będę w siebie wierzyć. Czy aby na pewno?

Czasami mam wrażenie, że traktujemy nasze dzieci jak przysłowiowe psy Pawłowa: coś nam się podoba: dajemy nagrodę: chwalimy. I na odwrót: coś nam się nie podoba: to bang! wlepiamy karę. Bazujemy na wzmocnieniach pozytywnych i negatywnych, zapominając, że nasze dzieci nie są pustymi, czarnymi skrzynkami. Wprawdzie większość dzieci wytresować się da ( tak, jak i zapewne większość dorosłych) jednak czy tego właśnie chcemy?

Read more

Bo w życiu trzeba być twardym

Miękkie serce czy  twardy tyłek Trudno mi zliczyć, ile razy usłyszałam  zdanie: ‘ bo w życiu trzeba być twardym’. …

Jak pomóc nastolatkowi uwierzyć w siebie?

Opowiem wam dzisiaj pewną historię. Prawdziwą historię. O pewnej tygrysicy. Własna klatka Mohini Mohini była rzadko …

kryzys czwartej klasy

Od kilku lat obserwuję w gabinecie pewien stały trend, dlatego postanowiłam dzisiaj napisać właśnie o nim: o kryzysie …